czwartek, 2 marca 2017

"Przy tobie" Rozdział 2

Betowała Dream :) 


Rozdział 2

Wydział fizyki UAM-u był najstarszy na kampusie Morasko, dlatego nie wyglądał zbyt nowocześnie czy zwyczajnie ładnie, jak inne, nowsze wydziały. Jacek nie bardzo go lubił — korytarze stanowiły jeden wielki labirynt, w którym zwyczajnie się gubił. Nie potrafił znaleźć sali, w której miał zajęcia tydzień wcześniej, a to było dość problematyczne, bo nie lubił się spóźniać. Na szczęście z odsieczą przychodził mu Mateusz, który jakimś dziwnym cudem zawsze wiedział jak dojść w dane miejsce.
Tak było i tym razem — kiedy weszli już po schodach na górę i skręcili w wąski korytarz, Jacek patrzył to na prawo, to na lewo i próbował czytać informacje na drzwiach. Chciał się dowiedzieć, czy to już tutaj jest ich sala komputerowa, czy może nieco dalej.
— Kaczek, bo sobie kark skręcisz — zaśmiał się Mateusz, patrząc na Jacka. — Przecież to jeszcze nie tu, mamy w sześćdziesiąt cztery, tam gdzie mieliśmy programowanie w pierwszym semestrze.
— Czyliiii? — spytał Nogalski, zadzierając głowę do góry, by spojrzeć na kumpla. — Bo ja serio nie wiem. Przecież tu wszystko wygląda tak samo! Wszędzie te brzydkie, ceglaste ściany…
— Tak, ale chyba kojarzysz, że przed programowaniem siedzieliśmy na takich zielonych fotelach?
— O! Faktycznie — zawołał Jacek i przyłożył palec do skroni. — A, w ogóle, Mati, ciągle zapominam cię zapytać. Czemu „Kaczek”? — zapytał, unosząc jedną brew do góry.
— A, to. — Mateusz machnął ręką. — Mój telefon cię tak nazywa.
Jacek stanął i spojrzał na niego dziwnie.
— Że co?
— No za każdym razem jak próbowałem napisać „Jacek” to mi zmieniało na „Kaczek”. W sumie całkiem śmieszne. Nawet chodzisz jak taka kaczuszka — powiedział i parsknął śmiechem, czochrając Jackowi loki, na co ten westchnął i pokręcił głową.
— Mam nadzieję, że to komplement? — spytał, udając obrażonego.
— No pewnie! Kaczki są urocze! — odpowiedział Mateusz, uśmiechając się szeroko i włożył ręce do kieszeni.
Wreszcie doszli do tej części korytarza, w której było nieco więcej miejsca, bo naprzeciwko sali sześćdziesiąt cztery było wejście do budynku od strony parkingu. Tam też obok wejścia były duże okna na całą ścianę i kilka foteli, na których można było sobie przycupnąć w oczekiwaniu na laboratoria.
— Siema — powiedział Mateusz do kolegów z roku, którzy już siedzieli pod salą i przywitał się z każdym po kolei za pomocą uścisku dłoni.
Jacek tylko kiwnął ręką i powiedział wszystkim „cześć”.
— Do której grupy idziecie? — zapytał starosta roku, Adrian, podchodząc do Mateusza i Jacka. — Są trzy. Gość przed chwilą przyszedł i powiedział, że mamy się podzielić.
— Obojętnie — powiedział Mati, wzruszając ramionami, a Jacek szturchnął go w ramię. — Co?
— No bo nie obojętnie, pacanie — skarcił go i wyciągnął komórkę z kieszeni. — Nie mam zamiaru mieć jakoś dziwnie rozłożonych zajęć. O ile się nie mylę, w planie było, że druga grupa i pierwsza mają dzisiaj rano, a trzecia w środę po południu no nie?
— Tak — potwierdził Adrian. — Ja jestem w pierwszej.
— Hmm, no tam to ja nie mogę — mruknął Nogalski, zerkając w plan zajęć, który pobrał sobie na telefon. — Bo grupa pierwsza ma w piątki na rano, a ja mam wtedy angielski. Słabo. Mogę być w drugiej?
— Spoko — odpowiedział starosta, wzruszając ramionami. — Miejsce jeszcze jest.
— Super! — ucieszył się Jacek, nie odrywając wzroku od dokumentu z planem na smartfonowej aplikacji. — Może być, Mati?
Mateusz kiwnął głową i przyglądał się Jackowi z uśmiechem przez dłuższą chwilę.
— No tak czy nie? — nie odpuścił, odgarniając swoje blond loki z czoła i w końcu zerknął na Mateusza. — Co się tak gapisz, mam coś na twarzy?
— Ta… I chyba nazywasz to zarostem… — dokuczył mu Mateusz, po czym schylił się i zmrużył oczy w zaczepnym uśmiechu.
— Kutas — skomentował Jacek.
— No tak, może być, przecież ci kiwnąłem głową — odpowiedział w końcu Mati, prostując się.
— Ok, to sorki, akurat patrzyłem w telefon — wyjaśnił Nogalski, chowając komórkę do torby płóciennej z napisem „I AM SHER LOCKED”, którą wszędzie ze sobą nosił.
Chwilę później pod salę przyszło dwóch prowadzących — kobieta i mężczyzna, wzięli swoje dwie grupy do sali, a trzecią poinformowali o najbliższych zajęciach odbywających się w środę. Wychodziło więc na to, że niektórzy mieli obecnie parogodzinne okienko, bo jedne zajęcia już im tego dnia wypadały, jak się mailowo dowiedzieli od jednego profesora.
— To po co ja tak wcześnie przyjeżdżałem? — jęknął Marcin, który mieszkał pod Poznaniem i na uczelnię dojeżdżał w jakieś półtorej godziny.
Reszta po prostu stwierdziła, że idą na „szybkie” piwko, kiedy grupy pierwsza i druga zniknęły za drzwiami sal komputerowych.

***

Po dwóch godzinach laboratoriów wreszcie prowadząca powiedziała wyczekiwane przez wszystkich „to do zobaczenia”, na dźwięk czego studenci szybko wyłączyli komputery i poderwali się z miejsc. Oprócz jednej osoby.
Jackowi zajęcia bardzo się spodobały — w programie, na którym działali, można było robić wiele ciekawych rzeczy. Jeszcze nie do końca wiedział jakich konkretnie, bo teraz uczyli się tylko absolutnych podstaw i prostych programów, ale czuł, że jest to coś, co będzie robił z przyjemnością. Przede wszystkim nie trzeba było siedzieć i klepać kodu, bo programowało się „graficznie”, czyli zrzucało na przykład dwie kontrolki liczbowe, trójkąt ze znakiem dodawania, kontrolkę wyniku, łączyło się kabelkiem i już. Gotowe.
— Jaceeeek — jęknął Mateusz, zaglądając koledze przez ramię. — Chodź, już wszyscy wyszli, a Pani też nie ma ochoty tu wiecznie siedzieć!
Prowadząca uśmiechnęła się i wyłączyła swój komputer.
— Nie ukrywam, że byłoby miło kiedyś stąd wyjść — zaśmiała się i spojrzała na Jacka. — Możesz sobie pobrać wersję próbną na stronie albo skorzystać z, cóż… innych metod pobierania w internecie. Bo program kosztuje w tysiącach, więc…
— Domyślam się, niestety — odpowiedział Jacek i posłusznie wyłączył komputer, wcześniej zapisując program, który zrobił.
Pożegnali się z prowadzącą i wyszli z sali.
— Jest wpół do dwunastej, wykład mamy za dwie godziny… — mruknął Mateusz, patrząc na zegarek. — Piwo? — zapytał z uśmiechem i położył Jackowi dłoń na ramieniu.
— Jasne! — odpowiedział Nogalski entuzjastycznie i założył kurtkę.
Kampus Morasko znajdował się na niemalże samym końcu Poznania i otaczał go las, więc nie było w pobliżu żadnego sklepu czy galerii. Po upragniony alkohol studenci musieli iść więc aż na pętlę tramwajową, z którą sąsiadowała Żabka. Szybkim krokiem można było dojść do niej w przeciągu piętnastu minut.
Jacek ucieszył się, że w końcu przestało padać i nieco się rozpogodziło, bo naprawdę z utęsknieniem czekał na wiosnę. I każdy promyk słońca dawał mu nadzieję, że może w końcu temperatury skoczą powyżej tych czterech stopni i będzie coraz cieplej.
Przyglądał się innym wydziałom, które mijali po drodze, ale nie miał czasu zastanawiać się nad ich architekturą, bo poczuł wibracje w kieszeni kurtki. Spojrzał na komórkę i zmarszczył brwi.
— Julek? — spytał i zerknął na Mateusza, który odwrócił wzrok i miał dość obojętną minę. — O piętnastej kończę. No, to cześć — dodał i rozłączył się.
— Kosmicznie długa rozmowa — zakpił Mati.
— Co poradzę, Julian jest dość konkretny — odpowiedział Jacek i zaczął się przyglądać kumplowi.
Mateusz tylko wzruszył ramionami i zmienił temat.
— Ta babka od laborków, bardzo spoko — powiedział i znów uśmiech wpełzł mu na twarz, co Jackowi podobało się zdecydowanie bardziej niż jego obojętna mina sprzed chwili.
— No, urocza jest — zachwycił się Jacek, patrząc na Mateusza. — I mówi do nas na „ty” i fajnie tłumaczy…
— Szkoda, że mało kto jej słuchał — westchnął Mati, zakładając kaptur, bo zaczęło dość mocno wiać.
Gawędzili sobie wesoło, co chwilę się przekomarzając, aż w końcu doszli do Żabki i kupili po piwie na głowę. Zaczęli iść w stronę kampusu, bo po drodze znajdowało się takie miejsce w lesie, gdzie można było usiąść na pieńkach i spokojnie wypić.
Jacek lubił pić w plenerze, ale w zimę było to dość ciężkie zadanie. Trząsł się i tuptał nogami, a Mateusz przyglądał mu się z rozbawieniem.
— Może chcesz kurtkę? — spytał Mati, rozpinając zamek.
— No chyba głupi jesteś! Nie mam zamiaru się potem tłumaczyć twoim rodzicom, dlaczego zamarzłeś między zajęciami.
— To nie — prychnął Mateusz i wytknął Jackowi język.
Jacek wziął łyk wiśniowego piwa, które sobie kupił i mlasnął z zadowoleniem. Uwielbiał słodkie rzeczy, dlatego pił głównie smakowe alkohole. W końcu nie był jakimś koneserem, tak jak na przykład Julian, który kupował sobie jakieś dziwne, zdaniem Jacka, piwa, które miały być podobno „wyjątkowe” a smakowały wszystkie tak samo. Czyli po prostu były gorzkie. I niedobre. No, ale nie oceniał, w końcu każdy miał inny gust. Jedni lepszy, inni gorszy.
Przeniósł wzrok na Mateusza, który patrzył na niego uważnie i uśmiechał się lekko.
— Co? — zapytał i wziął łyk z butelki. Zrobiło mu się nieco cieplej, ale nie był pewien, czy to wina alkoholu, czy może przeszywającego spojrzenia Mateusza.
— Nic. Lubię na ciebie patrzeć, jak się zamyślisz — odpowiedział Mati, na co Jacek niemalże się zakrztusił.
— Pewnie mam wtedy twarz nieskalaną inteligencją, co? — zaśmiał się, próbując obrócić to co usłyszał w żart. W końcu raczej nie było opcji, żeby jego najlepszy kumpel z roku czuł do niego miętę, bo kiedy Jacek zrobił przed nim „coming out”, mówiąc o swoim partnerze, Mateusz nie wyglądał na ucieszonego i przez pewien czas przestał się do niego odzywać. Jacek nie był zdziwiony, w końcu nie każdy tolerował odmienność seksualną i przez lata się do tego przyzwyczaił, ale zrobiło mu się nieco przykro, bo bardzo Mateusza polubił. Po kilku dniach zaryzykował i zaczął za nim chodzić, pytając o jakieś pierdoły dotyczące uczelni albo czy gdzieś wyjdą, no i poskutkowało. O Julianie po prostu przestali rozmawiać.
— No, tak mniej więcej. — Mateusz uśmiechnął się i wziął większy łyk piwa. — Jak tam z tym twoim? — zapytał, skubiąc etykietę butelki.
Jacek spojrzał na niego niepewnie. Takiego pytania się nie spodziewał, w końcu wiedział, że to nieco drażliwy temat dla kumpla. Dlatego właśnie nigdy nic nie wspominał o swoich problemach w związku.
Odgarnął loki z czoła i zastanowił się.
— Nie wiem — odpowiedział smutno. — Trochę wczoraj nakrzyczałem i mu wygarnąłem co nieco… — mruknął, grzebiąc stopą w ziemi.
— No nie wierzę, krzyczący Jacuś! — Mateusz zasłonił usta dłonią, udając zdziwienie. — Przecież tyś niewinny jak nieobsrana łąka. Nie wyobrażam sobie tego — zaśmiał się, patrząc w oczy Nogalskiego wyzywająco.
— Chcesz, żebym na ciebie krzyczał? — zapytał Jacek, marszcząc czoło. — To jakiś fetysz?
Mateusz zaczął poruszać sugestywnie brwiami z głupim uśmieszkiem, na co Jacek parsknął śmiechem i pokręcił głową.
Cholera, lubił go. Mógłby siedzieć na tym pieńku obok Mateusza cały dzień i śmiać się z jego min, jego parodiowania i głupich zaczepek. Półtorej godziny minęło mu tak szybko, że kiedy spojrzał na zegarek, zdziwił się i zerwał na równe nogi. W końcu nie lubił się spóźniać, a wykład zbliżał się nieubłaganie, dlatego chciał wracać na uczelnię jak najprędzej.
Mateusz nie podzielał jego zdania, ale nie dał się długo namawiać. W końcu nie miał zamiaru siedzieć w tym lesie sam.
Towarzystwo Jacka odpowiadało mu o wiele, wiele bardziej.


 

6 komentarzy:

  1. Fajne:) Czuć napięcie między chłopakami, ciekawe kiedy Mati się wyspie że Jacek mu się podoba?...Dobrze kombinuję? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, pierwszy komentarz! Bardzo się cieszę! :) A nie chcę za wiele zdradzić, ale trochę będzie zamieszania ;) Więc cierpliwości!

      Usuń
  2. Krótko :( Chciałoby się jeszcze xD
    Co ile mniej więcej będziesz wstawiać rozdział? Będę zaglądać, jak na razie podoba mi się Twój styl :) Tematyka to obyczajówka, hm? Tak się zapowiada.
    Podoba mi się zaczęcie od etapu, gdzie J... (mylę imiona na te same litery, dlaczego to zrobiłaś?) jest z J... xDD Szkoda tylko, że ten związek już jest w fazie rozpadu. ;d
    No nic, pozostaje mi czekać na więcej ;) Powodzenia! Niech wena będzie z Tobą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano, rozdziały są dość krótkie, ale tak mi łatwiej skupić myśli :) Kiedyś pisałam opowiadanie "Bardzo duża iguana" (jest na forum SN, które mam w linkach) i za wysoko sobie postawiłam poprzeczkę. To było moje pierwsze autorskie i, cóż, nie dość że wybrałam Nowy Jork, to jeszcze rozdziały miały po 4k słów... Nie skończyłam go, bo mnie to przerosło. Dlatego tutaj idę powoli i do przodu! :D
      Co do rozdziałów - cóż, zależy od mojego czasu i czasu bety, ale piszę raczej dość szybko. I owszem, tematyka to takie okruchy życia, obyczajówka ;)
      A to takie natchnienie było, żeby byli JJ :D Dziękuję serdecznie za komentarz, 3 rozdział już w połowie jest napisany!

      Usuń
  3. Nie lubię pisać komentarzy, ale wiedz, że jestem i mi się podoba. :)
    Życzę masy weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, że mimo wszystko napisałaś cokolwiek, miło wiedzieć, że ktoś czyta! :D
      Dziękuję, jak tylko uczelnia da mi trochę luzu, to będę kontynuować:)

      Usuń