czwartek, 16 marca 2017

"Przy Tobie" Rozdział 4

                Pisanie idzie mi dość szybko ostatnimi czasy, dlatego chciałabym już wstawić kolejny rozdział. : ) Niestety jest niebetowany.
                I tu pojawia się moje pytanie — czy byłaby jakaś chętna dusza na zostanie moją Betą? Zapraszam, mam ciastka! :v
Swoją drogą, nie mogę jakoś wyjustować tekstu. Za każdym razem gdy to zrobię, wszystkie akapity strasznie się rozjeżdżają i niesamowicie mnie to dręczy... :'C
                Nie przedłużając, zapraszam serdecznie!
               




Rozdział 4

                Jacek nigdy nie był zbyt dobry z fizyki, dlatego jednym z jego noworocznych postanowień było przyłożenie się do tego przedmiotu. I szło mu to „przykładanie się” nawet całkiem nieźle, ale akurat teraz, cholera, nie mógł się skupić. Siedział na tym wykładzie i słyszał co piąte słowo prowadzącego, bo jak bardzo by nie chciał zagłębić się w tajemnice elektromagnetyzmu, tak przeszkadzały mu w tym myśli o Mateuszu. O Mateuszu, który siedział obok i cały czas trząsł lewą nogą, przygryzał długopis i wszystkimi siłami próbował nie usnąć.
                Jacek odgarnął loki z czoła i podparł podbródek na pięści. Nie do końca był pewny, czy stuprocentowo rozumie Matiego, dlatego postanowił wszystko po kolei przeanalizować.
                 No dobra, więc wiedział już, że nie przeszkadzały Mateuszowi związki homoseksualne. Nie denerwował go fakt, że Jacek jest gejem. Denerwowało go, że Jacek kogoś ma. Zatem zostało tylko jedno, jedyne wytłumaczenie jego zachowania.
                Mateusz coś do Jacka czuł.
                Nogalski położył głowę na blacie i westchnął. Zdecydowanie nie podobała mu się ta sytuacja, bo wszystko stawało się powoli trochę zbyt skomplikowane. Nie miał ochoty siedzieć w jakimś miłosnym trójkącie. Ale nie chciał też stracić Mateusza, bo naprawdę było mu przy nim dobrze.
                Sprawę zdecydowanie komplikowało też zachowanie Julka. Raz był oschły i miał Jacka w dupie, a potem nagle przepraszał i zmieniał się w chłopaka do rany przyłóż. To powodowało u Nogalskiego emocjonalną karuzelę. Bo przez ostatnie miesiące myślał, że się po prostu wypalili, że to rutyna, przyzwyczajenie; że nie ma już między nimi nic więcej. A jednak kiedy Julian miło go zaskoczył i znowu był normalny, a nie zgrywał wrednego księcia lodu, cały żar wrócił. Przynajmniej ze strony Jacka.
                Cholera. Nie chciał zranić Matiego.
                — Psst — usłyszał Jacek przy swoim uchu. Zrobiło mu się cieplej, a przez ciało przeszedł elektryzujący dreszcz. Gwałtownie poderwał głowę z blatu i spojrzał na Mateusza ze zdziwieniem.
                — Co — zapytał, wpatrując się w duże, niebieskie oczy, w których pojawiły się radosne iskierki.
                — Spałeś? — odpowiedział Mati wesoło, przygryzając długopis.
                — Nie.
                — Kłamiesz.
                — Odczep się.
                — Nie — przedrzeźnił Jacka Mateusz, po czym poczochrał jego blond loki.
                — Muszę je ściąć — burknął Nogalski, poprawiając fryzurę, na co jego przyjaciel zrobił przerażoną minę i położył mu rękę na ramieniu.
                — Nie ośmielisz się!
                Rozmawiali nieco zbyt głośno, co nie uszło uwadze studentom wokół, którzy zaczęli zerkać w ich stronę. Cóż, wykładowca mimo swojego wieku też jeszcze głuchy nie był, więc przerwał opowiadanie o polu elektromagnetycznym i spojrzał na mężczyzn karcąco.
                — Nazwiska! — zawołał i wziął kartkę do ręki.
                Na sali zapanowała cisza. W końcu Mateusz odchrząknął i od niechcenia rzucił:
                — Woźniak.
                — Nogalski… — dodał Jacek, zrezygnowany. Teraz będzie musiał przykładać się do fizyki jeszcze bardziej. Po prostu pięknie.
                Prowadzący zapisał ich nazwiska na kartce i popatrzył na nich. Chwilę zbierał myśli, a w końcu zaczął mówić.
                — Panowie, skoro tacy jesteście rozgadani, to na pewno jutro na ćwiczeniach z chęcią przyjdziecie do tablicy. Ostrzegam jednak, że za nieznajomość treści wykładu daję duży minus na kolokwiach. Właściwie za takie zachowanie powinienem was wyrzucić, ale jako że to pierwszy raz, tym razem odpuszczę. Zaznaczam jednak — chrząknął — że od następnych wykładów chciałbym panów widzieć z przodu. Tak?
                Jacek z Mateuszem zgodnie kiwnęli głową, na co prowadzący wrócił do swojej prezentacji i już się nimi nie przejmował.
                Nogalski spojrzał na Matiego ze zmrużonymi oczami w geście zirytowania, a ten tylko uśmiechnął się rozbrajająco i wrócił do przygryzania długopisu.
                Jacek westchnął i spojrzał na slajdy pojawiające się na białej tablicy.
                Uśmiechnął się pod nosem, mając w głowie obraz Mateusza sprzed chwili i otworzył zeszyt.
                Dalej nie mógł skupić się na fizyce.


***

                — Czemu mi nie powiedziałeś? — zapytał, kiedy wyszli z uczelni.
                Mateusz wzruszył ramionami.
                — Myślałem, że się domyślisz.
                — A ja myślałem, że jesteś homofobem — parsknął Jacek, odgarniając loki z czoła.
                — Myślenie najwyraźniej ci szkodzi — zaśmiał się Woźniak. — Sorry. Po prostu nie lubię o tym mówić…
                — A co w tym złego? — oburzył się Nogalski, patrząc na kumpla. — Przejmujesz się tym co inni gadają?
                — Wiesz — zaczął Mateusz i usiadł na murku. — Zawsze dbałem o reputację. Byłem dość popularny w gimnazjum, liceum… Miałem nawet kilka lasek — westchnął. — Moi znajomi byli mocno konserwatywni, nie wspominając o moich rodzicach. Nikt o tym nie wie.
                — Oprócz mnie.
                — Oprócz ciebie. — Mati uśmiechnął się ciepło. — Cieszę się.
                — To ten… — Jacek odchrząknął i usiadł obok przyjaciela. — Czyli nigdy nie miałeś faceta?
                — Miałem — mruknął. — Kilku. Ale w tajemnicy i zawsze na chwilę.
                Umilkli na dłuższy czas. Każdy zatopił się we własnych myślach.
                — Za ile autobus? — przerwał w końcu ciszę Jacek.
                — Właśnie jedzie.

***

                Jacek leżał na łóżku i czekał. Zerknął na zegarek — dochodziła już dwudziesta trzecia, a Julka dalej nie było. Już chciał do niego napisać albo zadzwonić, ale zaniechał tej czynności, słysząc szczęk zamka w drzwiach.
                Julian wszedł do mieszkania, rzucił torbę na podłogę i zaczął się rozbierać.
                — No, wreszcie — zawołał Jacek i usiadł. — Jak tam? Co w pracy? Nie miałeś kończyć nieco wcześniej?
                — Jeny — stęknął Julek. — Dopiero co wszedłem, jestem padnięty, daj mi spokój z tymi pytaniami — dodał i chwilę później zniknął za drzwiami łazienki.
                Cóż, czyli wszystko wróciło do normy, pomyślał Jacek.
                Prychnął i opadł bezwiednie na poduszki. Nie chciało mu się już nawet reagować na zachowanie Julka. Postanowił, że spróbuje to olać.
                Wziął telefon do ręki i zaczął bezmyślnie przeglądać tablicę na facebooku. Jego uwagę przykuła nowa wiadomość od Mateusza. Uśmiechnął się, kiedy przeczytał:
                „Do spania! Ale już!”
                Obrócił się na bok i odpisał:
                „Cokolwiek rozkażesz.”
                Z wyczekiwaniem wpatrywał się w trzy kropki na ekranie smartfona zwiastujące nadchodzącą wiadomość.
                „I rączki na kołdrę. Powoli, tak, żebym widział.”
                Jacka przeszedł dreszcz ekscytacji i poczuł, jak jego członek twardnieje. Uwielbiał pisać w taki sposób, a będąc z Julkiem raczej nie miał takiej sposobności, bo on nigdy nie był skory do sekstingu ani niczego podobnego. Jego wiadomości zawsze były krótkie, zwięzłe i na temat.
                Włożył dłoń w bokserki i zaczął stymulować erekcję. „Jedną mam pod. I co teraz?”, odpisał z szybko bijącym sercem.
                „Chętnie bym ci pomógł”, przeczytał i przyspieszył ruchy ręką, wyobrażając sobie nagiego Mateusza nad nim.
                Julian gwałtownie wyszedł z łazienki, na co Jacek złapał telefon obiema dłońmi jak poparzony i popatrzył na swojego partnera z lekkim przerażeniem.
                — A tobie co? — spytał Julek i uniósł jedną brew ku górze.
                — Nic — burknął Jacek. — Przestraszyłeś mnie po prostu.
                Mężczyzna wzruszył ramionami i położył się do łóżka, po czym odwrócił do Nogalskiego plecami.
                — Jutro pogadamy. Dobranoc.
                — Dobranoc — odpowiedział Jacek i poszedł do łazienki w celu dokończenia tego, co przed chwilą przerwał.
                „W trzymaniu rąk na pościeli oczywiście”, przeczytał od Mateusza i zaczął się znowu dotykać. Po chwili doszedł i usiadł na podłodze, lekko dysząc.
                Kiedy ochłonął, zaczął się zastanawiać nad tym, co on właśnie, do cholery, zrobił.
                Jeszcze chwilę temu był zły o zachowanie Julka, a niedługo po tym zwalił sobie konia, myśląc o przyjacielu.
                Zgodnie ze sobą stwierdził, że oszalał.

***

                Julian Szymczak nigdy nie wierzył w miłość.
                Małżeństwo jego rodziców było jedną wielką katastrofą — od kiedy tylko pamiętał, w domu były ciągłe awantury i kłótnie. Jako dziecko często chował się w swoim pokoju i zwyczajnie zasłaniał uszy, przełykając łzy, jednak z biegiem lat przyzwyczaił się do tego wszystkiego. Ale ta wiecznie patologiczna atmosfera w domu zostawiła spory uszczerbek na jego psychice.
                Nie wyobrażał sobie innego obrazu rodziny; nie był w stanie zrozumieć, jak ludzie żyją ze sobą. On nie potrzebował nikogo. Z samotnością był za pan brat.
                Jego matka była irytującą, wiecznie naburmuszoną i cały czas obrażoną kobietą. Nie czuł do niej nic poza chłodną obojętnością. Bo, właściwie, jak miał traktować kogoś, kto wiecznie obrzucał go błotem, miał pretensje o wszystko i nigdy nie był zadowolony? Co miał czuć do osoby, która nie zachowywała się jak matka, a jak zwykła tyranka?
                Potrafiła się zdenerwować nawet o niedomknięte drzwi do łazienki. Julek podejrzewał, że coś jest nie tak z jej głową, ale nie interesował się tym. Zamknął się za ścianą obojętności, zza której czasem wyciągał go ojciec. Biedny, zmęczony, styrany ojciec, któremu mimo zawalenia robotą udawało się jakoś znaleźć czas dla syna, by pomóc mu z lekcjami bądź wyjść pokopać piłkę.
                Cóż, jego matka oczywiście nie pracowała — z każdej roboty ją wywalali, bo zawsze się o coś awanturowała.
                Julek naprawdę nie miał pojęcia co kierowało jego ojcem, że ożenił się z taką osobą. I miał wrażenie, że to właśnie przez nią traktował wszystkie dziewczyny z rezerwą. Raczej za nimi nie przepadał — miał wrażenie, że wszystkie są takie same. Wredne, złośliwe, wywyższające się. Gardził większością kobiet, które spotkał na swojej drodze w życiu.
                Zresztą, gardził ludźmi w ogóle. Swoim ojcem, który zamiast wziąć dupę w troki i spieprzyć od tej histeryczki jak najdalej, ciągle znosił jej zachowanie — trochę też. Chętnie miałby to wszystko gdzieś, ale niestety znajdował się w centrum wydarzeń i przez tatę sam musiał użerać się z matką.
                W szkole zawsze trzymał się raczej na uboczu, choć był popularny dzięki swojemu wyglądowi oraz „tajemniczości”, jak zdołał usłyszeć od plotkujących o nim dziewczyn. Głównie to one się nim interesowały, ale był jeden chłopak, który wiecznie zabiegał o jego uwagę.
                Jacek Nogalski.
                Jacek strasznie go irytował, bo nie rozumiał słowa „nie”. Mimo że Julian był dla niego oschły, ten ciągle próbował do niego zagadywać, siadał obok niego i gadał o bzdurach. Szymczak nie widział w tym najmniejszego sensu i podziwiał Nogalskiego za wytrwałość oraz cierpliwość, bo nie traktował go raczej zbyt przyjaźnie — wręcz przeciwnie.
                I wtedy Julian uświadomił sobie coś, co spowodowało u niego dziwny ścisk w żołądku.
                Zachowywał się prawie tak samo jak matka.  
                To zdecydowanie mu się nie podobało — chciał być od niej lepszy, nie miał zamiaru poddać się tym spaczonym genom, które po niej odziedziczył.
                Więc dał Jackowi szansę na zaprzyjaźnienie się z nim, zaznaczając, że nie lubi natrętności.
                I coś się w tym jego szarym, samotnym życiu zmieniło. Nie wegetował już w swoim pokoju, czekając z utęsknieniem na skończenie dnia i próbując olać krzyki zza ściany. Więcej czasu spędzał u Jacka, który żył w dwupokojowym mieszkaniu ze swoją matką. Ale jego matka była absolutnie inna od tej julkowej — Szymczak poczuł do niej coś w rodzaju sympatii. Kobieta traktowała go jak własnego syna: martwiła się, dokarmiała słodyczami, żartowała z nim i miło gawędziła, nieraz częstowała herbatą czy obiadem. Naprawdę ją polubił.
                Później Jacek wyjawił mu dość szokujący fakt o sobie — był gejem. Cholera, Julek na początku miał ochotę mu przywalić, sam nie wiedział za co. Za to, że dowiedział się tak późno? Za to, że miał wrażenie, że Nogalskiemu chodziło tylko o dobranie się do niego, a nie o zwykłą przyjaźń?
                Ale ta informacja zdecydowanie ułatwiła mu zrozumienie prawdy o samym sobie. Ułatwiła mu akceptację. Bo przez wszystkie lata dojrzewania cholernie bał się przyznać sam przed sobą do tego, co go kręci.
                Był zdrowym, dorastającym chłopakiem, więc często musiał sobie ulżyć — i robił to, myśląc o jakimś aktorze albo nawet koledze ze szkoły. Podniecali go faceci. Ale nie widział tu miejsca na jakiekolwiek uczucia, bo nigdy nie wytrzymał z nikim dłużej niż godzinę. Każdy go po pewnym czasie denerwował, więc nie utrzymywał z ludźmi ze szkoły stałych kontaktów.
                Z Jackiem jednak było nieco inaczej, głównie przez jego upór. No i Nogalski był jedynym jawnym gejem, którego Julian znał, więc nie musiał się bawić w jakieś durne podchody.
                Często łapał Jacka na tym, jak mu się przygląda. Ale długo między nimi niczego nie było, aż do pewnej nocy, gdy leżeli pijani w jackowym łóżku i zaczęli się dotykać, chcąc zaspokoić nastoletnie pożądanie i ciekawość.
                A później jakoś tak zostało. Julek się przyzwyczaił. To była miła odmiana, tak przyjść do Jacka i zwyczajnie posiedzieć w ciszy, albo przy herbacie z jego miłą mamą opowiadającą anegdotki. Przyjemnie było usłyszeć „Och, Juluś! Co u ciebie?” zamiast „Ty cholerny gówniarzu, kiedyś cię wypieprzę z mieszkania!”.
                Wszystko było lepsze od słuchania krzyków i rozbijanych talerzy w kuchni obok julkowego pokoju.
                Kiedy Jacek zaproponował mu wspólne zamieszkanie w Poznaniu i pójście tam na uczelnię, zgodził się niemalże bez wahania. Chciał studiować anglistykę, a o poznańskim uniwersytecie i wydziale, gdzie znajdował się ten kierunek, naczytał się wielu dobrych opinii.
                Wizja własnego kąta z dala od rodziców bardzo mu się podobała. Musiał tylko porozmawiać z ojcem o kwestiach finansowych, ale ten nie robił wielkich problemów. Wiedział, że Julek nie chce słuchać wiecznych kłótni jego i małżonki, więc przystał na decyzję syna. Właściwie zrobił to tylko dlatego, że udało mu się znaleźć lepiej płatną pracę — ale i również bardziej wymagającą.
                Kiedy się wyprowadzał, jego matka siłą chciała wciągnąć go do pokoju i wybić mu ten pomysł z głowy. Groziła, że nie dostanie złamanego grosza. Że wyklnie go i zostawi samemu sobie, że nie będzie miał gdzie wracać.
                Nie odezwał się do niej wtedy ani słowem, choć wiele myśli krążyło mu po głowie. Tyle chciał jej nawrzucać, tyle powiedzieć. Ale powstrzymał się. Wiedział, że do jej chorej głowy nic by nie dotarło.
                Cóż. Julek nie wierzył w miłość. Nie wiedział właściwie jakie to uczucie. Pożądanie było mu bardzo znane, ale miłość?
                Zastanawiał się nad tym wiele razy. Czy to, że wytrzymuje z Jackiem kilka godzin, oznacza, że go kocha? Czy to, że go całuje, coś znaczy? Czy mógłby całować kogoś innego tak samo?
                Nie wiedział. Nie chciał się nad tym zastanawiać. Przyzwyczaił się, że było jak było.
                W końcu dogadywali się całkiem nieźle.

                Przynajmniej do czasu. 

5 komentarzy:

  1. Dzięki tobie wiedziałam do czego służą czytniki w Poznańskim MZK. xD Gapiąc się na nie wróciłam do wyobrażeń momentu, gdy Jacek i Mateusz byli w tramwaju. Lol.
    Co do rozdziału, to niezwykle się cieszę z rozumowania Jacka. Nie komplikujesz nadmiernie i chwała Ci za to xD
    Julek jest dla mnie dziwny. Sama miałam kiedyś momenty, że bez patyka nie podchodź... Ale cholera żal mi Jacka, zasługuje na kogoś, kto go doceni, a nie tylko z nim "wytrzyma". (Zapamiętałam imiona!)
    Pozdrawiam serdecznie, weny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci za komentarz pod 3 rozdziałem i pod tutejszym! :D
      No widzisz, cieszę się, że edukuję. xD Choć te czytniki to zdradliwa sprawa i często działają do dupy. Raz mi pobrało prawie 4 złote zamiast normalnie 1,50 bo ktoś wcześniej musiał coś na nim nacisnąć i klops.
      Julek jest po prostu skrzywdzony:) Ja, muszę przyznać szczerze, na początku go nie lubiłam. Ale im bardziej o nim piszę, tym bardziej czuję do niego sympatię. Spodobała mi się ta postać strasznie :D
      Dziękuję za komentarz i za wenę, pozdrawiam! <3

      Usuń
  2. Świetny rozdział �� Mam wrażenie, że Mateusza ciągnie do Jacka głównie z tego względu że głęboko w szafie siedzi...A Julka mi po prostu żal - jak tylko Jacek się zorientuje że tamten go nie kocha to może być ich koniec...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajna historia i z przyjemnie się ją czyta. To napięcie między bohaterami sprawia, że czeka się niecierpliwie na ciąg dalszy ☺
    Jeśli chodzi o Twoją propozycję betowania, to o ile to wciąż aktualne, chętnie bym się podjął. Napisz mi proszę swój e-mail, a napiszę Ci więcej o sobie, byś mogła się zastanowić (mój adres derwisz.pl(małpa)gmail.com) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję! :) Rozdział 5 jest już napisany właściwie, z tym że koleżanka miała zerknąć ale na razie nie ma czasu. Więc chętnie się do ciebie odezwę na maila i podeślę rozdział :)

      Usuń