Pisanie idzie mi dość szybko ostatnimi czasy, dlatego
chciałabym już wstawić kolejny rozdział. : ) Niestety jest niebetowany.
I tu pojawia
się moje pytanie — czy byłaby jakaś chętna dusza na zostanie moją Betą?
Zapraszam, mam ciastka! :v
Swoją drogą, nie mogę jakoś wyjustować tekstu. Za każdym razem gdy to zrobię, wszystkie akapity strasznie się rozjeżdżają i niesamowicie mnie to dręczy... :'C
Nie przedłużając, zapraszam serdecznie!
Rozdział 4
Jacek nigdy nie był zbyt dobry z fizyki, dlatego
jednym z jego noworocznych postanowień było przyłożenie się do tego przedmiotu.
I szło mu to „przykładanie się” nawet całkiem nieźle, ale akurat teraz,
cholera, nie mógł się skupić. Siedział na tym wykładzie i słyszał co piąte
słowo prowadzącego, bo jak bardzo by nie chciał zagłębić się w tajemnice
elektromagnetyzmu, tak przeszkadzały mu w tym myśli o Mateuszu. O Mateuszu,
który siedział obok i cały czas trząsł lewą nogą, przygryzał długopis i wszystkimi
siłami próbował nie usnąć.
Jacek odgarnął loki z czoła i podparł podbródek na
pięści. Nie do końca był pewny, czy stuprocentowo rozumie Matiego, dlatego
postanowił wszystko po kolei przeanalizować.
No dobra, więc
wiedział już, że nie przeszkadzały Mateuszowi związki homoseksualne. Nie
denerwował go fakt, że Jacek jest gejem. Denerwowało go, że Jacek kogoś ma.
Zatem zostało tylko jedno, jedyne wytłumaczenie jego zachowania.
Mateusz coś do Jacka czuł.
Nogalski położył głowę na blacie i westchnął.
Zdecydowanie nie podobała mu się ta sytuacja, bo wszystko stawało się powoli
trochę zbyt skomplikowane. Nie miał ochoty siedzieć w jakimś miłosnym
trójkącie. Ale nie chciał też stracić Mateusza, bo naprawdę było mu przy nim
dobrze.
Sprawę zdecydowanie komplikowało też zachowanie
Julka. Raz był oschły i miał Jacka w dupie, a potem nagle przepraszał i
zmieniał się w chłopaka do rany przyłóż. To powodowało u Nogalskiego
emocjonalną karuzelę. Bo przez ostatnie miesiące myślał, że się po prostu
wypalili, że to rutyna, przyzwyczajenie; że nie ma już między nimi nic więcej.
A jednak kiedy Julian miło go zaskoczył i znowu był normalny, a nie zgrywał
wrednego księcia lodu, cały żar wrócił. Przynajmniej ze strony Jacka.
Cholera. Nie chciał zranić Matiego.
— Psst — usłyszał Jacek przy swoim uchu. Zrobiło mu
się cieplej, a przez ciało przeszedł elektryzujący dreszcz. Gwałtownie poderwał
głowę z blatu i spojrzał na Mateusza ze zdziwieniem.
— Co — zapytał, wpatrując się w duże, niebieskie oczy,
w których pojawiły się radosne iskierki.
— Spałeś? — odpowiedział Mati wesoło, przygryzając
długopis.
— Nie.
— Kłamiesz.
— Odczep się.
— Nie — przedrzeźnił Jacka Mateusz, po czym
poczochrał jego blond loki.
— Muszę je ściąć — burknął Nogalski, poprawiając
fryzurę, na co jego przyjaciel zrobił przerażoną minę i położył mu rękę na
ramieniu.
— Nie ośmielisz się!
Rozmawiali nieco zbyt głośno, co nie uszło uwadze
studentom wokół, którzy zaczęli zerkać w ich stronę. Cóż, wykładowca mimo
swojego wieku też jeszcze głuchy nie był, więc przerwał opowiadanie o polu
elektromagnetycznym i spojrzał na mężczyzn karcąco.
— Nazwiska! — zawołał i wziął kartkę do ręki.
Na sali zapanowała cisza. W końcu Mateusz odchrząknął
i od niechcenia rzucił:
— Woźniak.
— Nogalski… — dodał Jacek, zrezygnowany. Teraz będzie
musiał przykładać się do fizyki jeszcze bardziej. Po prostu pięknie.
Prowadzący zapisał ich nazwiska na kartce i popatrzył
na nich. Chwilę zbierał myśli, a w końcu zaczął mówić.
— Panowie, skoro tacy jesteście rozgadani, to na
pewno jutro na ćwiczeniach z chęcią przyjdziecie do tablicy. Ostrzegam jednak,
że za nieznajomość treści wykładu daję duży minus na kolokwiach. Właściwie za
takie zachowanie powinienem was wyrzucić, ale jako że to pierwszy raz, tym
razem odpuszczę. Zaznaczam jednak — chrząknął — że od następnych wykładów
chciałbym panów widzieć z przodu. Tak?
Jacek z Mateuszem zgodnie kiwnęli głową, na co
prowadzący wrócił do swojej prezentacji i już się nimi nie przejmował.
Nogalski spojrzał na Matiego ze zmrużonymi oczami w
geście zirytowania, a ten tylko uśmiechnął się rozbrajająco i wrócił do
przygryzania długopisu.
Jacek westchnął i spojrzał na slajdy pojawiające się
na białej tablicy.
Uśmiechnął się pod nosem, mając w głowie obraz
Mateusza sprzed chwili i otworzył zeszyt.
Dalej nie mógł skupić się na fizyce.
***
— Czemu mi nie powiedziałeś? — zapytał, kiedy wyszli
z uczelni.
Mateusz wzruszył ramionami.
— Myślałem, że się domyślisz.
— A ja myślałem, że jesteś homofobem — parsknął
Jacek, odgarniając loki z czoła.
— Myślenie najwyraźniej ci szkodzi — zaśmiał się
Woźniak. — Sorry. Po prostu nie lubię o tym mówić…
— A co w tym złego? — oburzył się Nogalski, patrząc
na kumpla. — Przejmujesz się tym co inni gadają?
— Wiesz — zaczął Mateusz i usiadł na murku. — Zawsze
dbałem o reputację. Byłem dość popularny w gimnazjum, liceum… Miałem nawet
kilka lasek — westchnął. — Moi znajomi byli mocno konserwatywni, nie
wspominając o moich rodzicach. Nikt o tym nie wie.
— Oprócz mnie.
— Oprócz ciebie. — Mati uśmiechnął się ciepło. —
Cieszę się.
— To ten… — Jacek odchrząknął i usiadł obok
przyjaciela. — Czyli nigdy nie miałeś faceta?
— Miałem — mruknął. — Kilku. Ale w tajemnicy i zawsze
na chwilę.
Umilkli na dłuższy czas. Każdy zatopił się we
własnych myślach.
— Za ile autobus? — przerwał w końcu ciszę Jacek.
— Właśnie jedzie.
***
Jacek leżał na łóżku i czekał. Zerknął na zegarek —
dochodziła już dwudziesta trzecia, a Julka dalej nie było. Już chciał do niego
napisać albo zadzwonić, ale zaniechał tej czynności, słysząc szczęk zamka w
drzwiach.
Julian wszedł do mieszkania, rzucił torbę na podłogę
i zaczął się rozbierać.
— No, wreszcie — zawołał Jacek i usiadł. — Jak tam?
Co w pracy? Nie miałeś kończyć nieco wcześniej?
— Jeny — stęknął Julek. — Dopiero co wszedłem, jestem
padnięty, daj mi spokój z tymi pytaniami — dodał i chwilę później zniknął za
drzwiami łazienki.
Cóż, czyli wszystko wróciło do normy, pomyślał Jacek.
Prychnął i opadł bezwiednie na poduszki. Nie chciało
mu się już nawet reagować na zachowanie Julka. Postanowił, że spróbuje to olać.
Wziął telefon do ręki i zaczął bezmyślnie przeglądać
tablicę na facebooku. Jego uwagę przykuła nowa wiadomość od Mateusza.
Uśmiechnął się, kiedy przeczytał:
„Do spania! Ale
już!”
Obrócił się na bok i odpisał:
„Cokolwiek
rozkażesz.”
Z wyczekiwaniem wpatrywał się w trzy kropki na
ekranie smartfona zwiastujące nadchodzącą wiadomość.
„I rączki na
kołdrę. Powoli, tak, żebym widział.”
Jacka przeszedł dreszcz ekscytacji i poczuł, jak jego
członek twardnieje. Uwielbiał pisać w taki sposób, a będąc z Julkiem raczej nie
miał takiej sposobności, bo on nigdy nie był skory do sekstingu ani niczego
podobnego. Jego wiadomości zawsze były krótkie, zwięzłe i na temat.
Włożył dłoń w bokserki i zaczął stymulować erekcję. „Jedną mam pod. I co teraz?”, odpisał z
szybko bijącym sercem.
„Chętnie bym ci
pomógł”, przeczytał i przyspieszył ruchy ręką, wyobrażając sobie nagiego
Mateusza nad nim.
Julian gwałtownie wyszedł z łazienki, na co Jacek
złapał telefon obiema dłońmi jak poparzony i popatrzył na swojego partnera z
lekkim przerażeniem.
— A tobie co? — spytał Julek i uniósł jedną brew ku
górze.
— Nic — burknął Jacek. — Przestraszyłeś mnie po
prostu.
Mężczyzna wzruszył ramionami i położył się do łóżka,
po czym odwrócił do Nogalskiego plecami.
— Jutro pogadamy. Dobranoc.
— Dobranoc — odpowiedział Jacek i poszedł do łazienki
w celu dokończenia tego, co przed chwilą przerwał.
„W trzymaniu
rąk na pościeli oczywiście”, przeczytał od Mateusza i zaczął się znowu
dotykać. Po chwili doszedł i usiadł na podłodze, lekko dysząc.
Kiedy ochłonął, zaczął się zastanawiać nad tym, co on
właśnie, do cholery, zrobił.
Jeszcze chwilę temu był zły o zachowanie Julka, a
niedługo po tym zwalił sobie konia, myśląc o przyjacielu.
Zgodnie ze sobą stwierdził, że oszalał.
***
Julian Szymczak nigdy nie wierzył w miłość.
Małżeństwo jego rodziców było jedną wielką katastrofą
— od kiedy tylko pamiętał, w domu były ciągłe awantury i kłótnie. Jako dziecko
często chował się w swoim pokoju i zwyczajnie zasłaniał uszy, przełykając łzy,
jednak z biegiem lat przyzwyczaił się do tego wszystkiego. Ale ta wiecznie
patologiczna atmosfera w domu zostawiła spory uszczerbek na jego psychice.
Nie wyobrażał sobie innego obrazu rodziny; nie był w
stanie zrozumieć, jak ludzie żyją ze sobą. On nie potrzebował nikogo. Z
samotnością był za pan brat.
Jego matka była irytującą, wiecznie naburmuszoną i
cały czas obrażoną kobietą. Nie czuł do niej nic poza chłodną obojętnością. Bo,
właściwie, jak miał traktować kogoś, kto wiecznie obrzucał go błotem, miał
pretensje o wszystko i nigdy nie był zadowolony? Co miał czuć do osoby, która
nie zachowywała się jak matka, a jak zwykła tyranka?
Potrafiła się zdenerwować nawet o niedomknięte drzwi
do łazienki. Julek podejrzewał, że coś jest nie tak z jej głową, ale nie
interesował się tym. Zamknął się za ścianą obojętności, zza której czasem
wyciągał go ojciec. Biedny, zmęczony, styrany ojciec, któremu mimo zawalenia
robotą udawało się jakoś znaleźć czas dla syna, by pomóc mu z lekcjami bądź
wyjść pokopać piłkę.
Cóż, jego matka oczywiście nie pracowała — z każdej
roboty ją wywalali, bo zawsze się o coś awanturowała.
Julek naprawdę nie miał pojęcia co kierowało jego
ojcem, że ożenił się z taką osobą. I miał wrażenie, że to właśnie przez nią
traktował wszystkie dziewczyny z rezerwą. Raczej za nimi nie przepadał — miał
wrażenie, że wszystkie są takie same. Wredne, złośliwe, wywyższające się.
Gardził większością kobiet, które spotkał na swojej drodze w życiu.
Zresztą, gardził ludźmi w ogóle. Swoim ojcem, który
zamiast wziąć dupę w troki i spieprzyć od tej histeryczki jak najdalej, ciągle znosił
jej zachowanie — trochę też. Chętnie miałby to wszystko gdzieś, ale niestety
znajdował się w centrum wydarzeń i przez tatę sam musiał użerać się z matką.
W szkole zawsze trzymał się raczej na uboczu, choć
był popularny dzięki swojemu wyglądowi oraz „tajemniczości”, jak zdołał
usłyszeć od plotkujących o nim dziewczyn. Głównie to one się nim interesowały,
ale był jeden chłopak, który wiecznie zabiegał o jego uwagę.
Jacek Nogalski.
Jacek strasznie go irytował, bo nie rozumiał słowa
„nie”. Mimo że Julian był dla niego oschły, ten ciągle próbował do niego
zagadywać, siadał obok niego i gadał o bzdurach. Szymczak nie widział w tym
najmniejszego sensu i podziwiał Nogalskiego za wytrwałość oraz cierpliwość, bo
nie traktował go raczej zbyt przyjaźnie — wręcz przeciwnie.
I wtedy Julian uświadomił sobie coś, co spowodowało u
niego dziwny ścisk w żołądku.
Zachowywał się prawie tak samo jak matka.
To zdecydowanie mu się nie podobało — chciał być od
niej lepszy, nie miał zamiaru poddać się tym spaczonym genom, które po niej
odziedziczył.
Więc dał Jackowi szansę na zaprzyjaźnienie się z nim,
zaznaczając, że nie lubi natrętności.
I coś się w tym jego szarym, samotnym życiu zmieniło.
Nie wegetował już w swoim pokoju, czekając z utęsknieniem na skończenie dnia i
próbując olać krzyki zza ściany. Więcej czasu spędzał u Jacka, który żył w
dwupokojowym mieszkaniu ze swoją matką. Ale jego matka była absolutnie inna od
tej julkowej — Szymczak poczuł do niej coś w rodzaju sympatii. Kobieta
traktowała go jak własnego syna: martwiła się, dokarmiała słodyczami, żartowała
z nim i miło gawędziła, nieraz częstowała herbatą czy obiadem. Naprawdę ją
polubił.
Później Jacek wyjawił mu dość szokujący fakt o sobie
— był gejem. Cholera, Julek na początku miał ochotę mu przywalić, sam nie
wiedział za co. Za to, że dowiedział się tak późno? Za to, że miał wrażenie, że
Nogalskiemu chodziło tylko o dobranie się do niego, a nie o zwykłą przyjaźń?
Ale ta informacja zdecydowanie ułatwiła mu
zrozumienie prawdy o samym sobie. Ułatwiła mu akceptację. Bo przez wszystkie
lata dojrzewania cholernie bał się przyznać sam przed sobą do tego, co go
kręci.
Był zdrowym, dorastającym chłopakiem, więc często
musiał sobie ulżyć — i robił to, myśląc o jakimś aktorze albo nawet koledze ze
szkoły. Podniecali go faceci. Ale nie widział tu miejsca na jakiekolwiek
uczucia, bo nigdy nie wytrzymał z nikim dłużej niż godzinę. Każdy go po pewnym
czasie denerwował, więc nie utrzymywał z ludźmi ze szkoły stałych kontaktów.
Z Jackiem jednak było nieco inaczej, głównie przez
jego upór. No i Nogalski był jedynym jawnym gejem, którego Julian znał, więc
nie musiał się bawić w jakieś durne podchody.
Często łapał Jacka na tym, jak mu się przygląda. Ale
długo między nimi niczego nie było, aż do pewnej nocy, gdy leżeli pijani w
jackowym łóżku i zaczęli się dotykać, chcąc zaspokoić nastoletnie pożądanie i
ciekawość.
A później jakoś tak zostało. Julek się przyzwyczaił.
To była miła odmiana, tak przyjść do Jacka i zwyczajnie posiedzieć w ciszy,
albo przy herbacie z jego miłą mamą opowiadającą anegdotki. Przyjemnie było
usłyszeć „Och, Juluś! Co u ciebie?” zamiast „Ty cholerny gówniarzu, kiedyś cię
wypieprzę z mieszkania!”.
Wszystko było lepsze od słuchania krzyków i
rozbijanych talerzy w kuchni obok julkowego pokoju.
Kiedy Jacek zaproponował mu wspólne zamieszkanie w
Poznaniu i pójście tam na uczelnię, zgodził się niemalże bez wahania. Chciał
studiować anglistykę, a o poznańskim uniwersytecie i wydziale, gdzie znajdował
się ten kierunek, naczytał się wielu dobrych opinii.
Wizja własnego kąta z dala od rodziców bardzo mu się
podobała. Musiał tylko porozmawiać z ojcem o kwestiach finansowych, ale ten nie
robił wielkich problemów. Wiedział, że Julek nie chce słuchać wiecznych kłótni
jego i małżonki, więc przystał na decyzję syna. Właściwie zrobił to tylko
dlatego, że udało mu się znaleźć lepiej płatną pracę — ale i również bardziej
wymagającą.
Kiedy się wyprowadzał, jego matka siłą chciała
wciągnąć go do pokoju i wybić mu ten pomysł z głowy. Groziła, że nie dostanie
złamanego grosza. Że wyklnie go i zostawi samemu sobie, że nie będzie miał
gdzie wracać.
Nie odezwał się do niej wtedy ani słowem, choć wiele
myśli krążyło mu po głowie. Tyle chciał jej nawrzucać, tyle powiedzieć. Ale
powstrzymał się. Wiedział, że do jej chorej głowy nic by nie dotarło.
Cóż. Julek nie wierzył w miłość. Nie wiedział
właściwie jakie to uczucie. Pożądanie było mu bardzo znane, ale miłość?
Zastanawiał się nad tym wiele razy. Czy to, że
wytrzymuje z Jackiem kilka godzin, oznacza, że go kocha? Czy to, że go całuje,
coś znaczy? Czy mógłby całować kogoś innego tak samo?
Nie wiedział. Nie chciał się nad tym zastanawiać.
Przyzwyczaił się, że było jak było.
W końcu dogadywali się całkiem nieźle.
Przynajmniej do czasu.
Dzięki tobie wiedziałam do czego służą czytniki w Poznańskim MZK. xD Gapiąc się na nie wróciłam do wyobrażeń momentu, gdy Jacek i Mateusz byli w tramwaju. Lol.
OdpowiedzUsuńCo do rozdziału, to niezwykle się cieszę z rozumowania Jacka. Nie komplikujesz nadmiernie i chwała Ci za to xD
Julek jest dla mnie dziwny. Sama miałam kiedyś momenty, że bez patyka nie podchodź... Ale cholera żal mi Jacka, zasługuje na kogoś, kto go doceni, a nie tylko z nim "wytrzyma". (Zapamiętałam imiona!)
Pozdrawiam serdecznie, weny! :)
Dziękuję ci za komentarz pod 3 rozdziałem i pod tutejszym! :D
UsuńNo widzisz, cieszę się, że edukuję. xD Choć te czytniki to zdradliwa sprawa i często działają do dupy. Raz mi pobrało prawie 4 złote zamiast normalnie 1,50 bo ktoś wcześniej musiał coś na nim nacisnąć i klops.
Julek jest po prostu skrzywdzony:) Ja, muszę przyznać szczerze, na początku go nie lubiłam. Ale im bardziej o nim piszę, tym bardziej czuję do niego sympatię. Spodobała mi się ta postać strasznie :D
Dziękuję za komentarz i za wenę, pozdrawiam! <3
Świetny rozdział �� Mam wrażenie, że Mateusza ciągnie do Jacka głównie z tego względu że głęboko w szafie siedzi...A Julka mi po prostu żal - jak tylko Jacek się zorientuje że tamten go nie kocha to może być ich koniec...
OdpowiedzUsuńBardzo fajna historia i z przyjemnie się ją czyta. To napięcie między bohaterami sprawia, że czeka się niecierpliwie na ciąg dalszy ☺
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o Twoją propozycję betowania, to o ile to wciąż aktualne, chętnie bym się podjął. Napisz mi proszę swój e-mail, a napiszę Ci więcej o sobie, byś mogła się zastanowić (mój adres derwisz.pl(małpa)gmail.com) pozdrawiam
Bardzo dziękuję! :) Rozdział 5 jest już napisany właściwie, z tym że koleżanka miała zerknąć ale na razie nie ma czasu. Więc chętnie się do ciebie odezwę na maila i podeślę rozdział :)
Usuń