Witajcie! :) Wstawiam ten
rozdział z lekkim opóźnieniem, ale najpierw się rozchorowałam, potem pojechałam
na koncert Toma Odella, nie doleczyłam się i jakoś tak wyszło. Ale jest,
wreszcie!
Chciałabym
was bardzo zachęcić do komentowania
oraz obserwowania bloga. :) To dla
mnie bardzo ważne — każda opinia, każda krytyka pomaga. A obserwatorów miło
widzieć, że gdzieś tam są i czytają!
Betowali:
Derwisz oraz fefa, którym bardzo dziękuję za włożoną pracę i pomoc.
Nie
przedłużając dużo, zapraszam!
Rozdział 5
Jacek
niesamowicie się nudził. To był już trzeci dzień na uczelni bez Mateusza, który
w środę rano napisał mu SMS-a, że się rozchorował i go nie będzie.
Usprawiedliwił się dodatkowo tym, że
umówił się z Jackiem na imprezę w piątek, więc chciał do tego czasu być w pełni
sił.
Nogalski
stwierdził, że może to i nawet lepiej, bo chyba nie wiedziałby, jak spojrzeć
Matiemu w oczy. Od kiedy był pewien orientacji seksualnej przyjaciela, łatwiej
przychodziły mu perwersyjne myśli o nim, z czym czuł się nieco dziwnie. Jacek
miał dość osobliwą przypadłość — starał się nie fantazjować o osobach, o
których wiedział, że są hetero. Świadomość tego, że nigdy nie mógłby tych
fantazji spełnić, powodowała u niego pewną blokadę.
Czuł
się dziwnie, bo przecież miał faceta i nie powinien myśleć o innych, ale w
sumie nie był pewien, czy mógł to co teraz było między nimi nazwać „związkiem”.
Uświadomił sobie, że to już nie to samo, co kiedyś. Na początku Julek przecież
przychodził do niego niemal codziennie i gdy tylko mama Jacka wychodziła z domu
— kochali się. Oglądali filmy w jackowym pokoju, przekomarzali się, grali w gry
albo po prostu spali obok siebie. Jacek lubił to milczące towarzystwo Julka,
choć czasem męczyło go wieczne siedzenie w domu. Chciał z nim gdzieś wychodzić —
do kina, na basen, cokolwiek, ale Julek nigdy jakoś nie miał ochoty. Nogalski
to akceptował, bo przecież wiedział, że nie każdy jest rozrywkowym typem
człowieka, a on był w Szymczaku tak zakochany, że nic go nie obchodziło. Ważne,
że mieli siebie. I wszystko było jakieś takie lepsze, byli blisko… Przynajmniej
Nogalskiemu tak się wydawało. W końcu on był zakochany, jak szczeniak — latał
za Szymczakiem, chciał mu dogadzać i ciągle być obok, wiedząc co nieco o jego
życiu rodzinnym. Chciał mu pomóc. Ale Julek niekoniecznie tej pomocy chciał,
był raczej zdystansowany i o sytuacji w swoim domu nie miał ochoty rozmawiać.
Teraz…
Teraz z Julkiem już się tylko mijali. Chłopak spędzał całe dnie na uczelni i w
pracy, więc widzieli się rzadko. I Jacek doszedł do przykrego wniosku, że
zaczynało mu to być obojętne. Może niekoniecznie do siebie pasowali? Miał
wrażenie, że to tylko kwestia czasu, aż w końcu się rozstaną. Ale on nie chciał
robić tego kroku, bo czuł lęk przed samotnością i zwyczajnie ciężko mu było
oswoić się z myślą, że po tak długim czasie może Julka zabraknąć.
Przyzwyczajenie to okropny łańcuch, przez który ludzie często niczego w swoim
życiu nie zmieniają. W końcu zawsze może być gorzej, zatem lepiej trzymać się
przy czymś, co jest „pewne” i „znane”.
—
Jacek, żyjesz?
Oderwał
się od myśli i spojrzał na Adriana.
—
Ano — potwierdził i odgarnął loki z czoła.
—
Gdzie masz swojego dryblasa? — zaśmiał się Krystian, typowy lansiarz, za którym
Jacek za bardzo nie przepadał. Koleś był bezczelny, chamski i zawsze na
wszystko miał „wyjebane”, jak to lubił powtarzać.
—
Chory jest — wzruszył ramionami, a Krystian zwyczajnie się znudził i nie drążył
tematu.
—
Robicie coś po angolu? — spytał Adrian, rozglądając się po wszystkich, którzy
siedzieli razem z nim przy stoliku w bufecie.
—
Jeśli twoje następne pytanie zaczyna się na „p”, to ja zawsze jestem gotów —
powiedział szybko Kuba, poprawiając czapkę z daszkiem na głowie.
—
Zgadłeś. Piwo?
—
Ale takie szybkie ofensywne — dodał Marcin od siebie. — Przynajmniej ja. Potem
muszę wracać na swoje zadupie, a trochę drogi tam mam.
— Ja
chętnie! — Ucieszył się Jacek. Przynajmniej nie będzie siedział w pustej
kawalerce i się nudził w oczekiwaniu na wieczorne spotkanie z Mateuszem.
— A
ty, Patryk?
—
Noooo — mruknął wysoki, szczupły mężczyzna o długich, falowanych włosach, drapiąc
się po bujnej brodzie. — W sumie mogę.
— No
i fajnie! — Adrian klepnął dłońmi o stolik. — Wiedziałem, że się z wami
dogadam.
***
Praca
na stanowisku asystenta menadżera brzmiała na dość ciężką, ale w rzeczywistości
nie była zbyt wymagająca. Dostał ją dzięki swojemu koledze ze studiów —
Kacprowi, bo w końcu doświadczenia nie miał zbyt wiele, więc nigdzie by go ot
tak nie przyjęli. Właściwie jedyne co robił to kawę, a czasem jakieś ksero
dokumentów czy drobne tłumaczenia, bo jego przełożony był dla niego wyjątkowo
miły i chciał, żeby Julek się czegoś nauczył, co mogłoby mu pomóc w
przyszłości.
Przełożony
ten sprawiał, że Julian miał ochotę przesiadywać w pracy po godzinach. Nazywał
się Adam Nawrocki i był bardzo przystojnym dwudziestoośmiolatkiem, który
traktował go jak równemu sobie. Od razu zaznaczył, że mają przejść na „ty”, a
jeśli już Julek miał robić kawę, to także dla siebie. Szymczak polubił go po
pierwszym dniu, bo Adam nie był zbyt rozmownym typem człowieka — tak samo jak
on. Siedzieli razem w biurze Nawrockiego, który bardzo skupiał się na pracy.
Julian zdążył już zapamiętać sposób, w jaki mężczyzna śmiesznie marszczy czoło,
gdy zastanawia się nad jakimś problemem, patrząc w ekran laptopa. Czuł się przy
nim dziwnie spokojny i zrelaksowany, a łagodny ton głosu Adama przyprawiał go o
łaskotanie w brzuchu.
Przyjrzał
się jego męskiej, kwadratowej szczęce, pełnych ustach i prostemu nosowi. Chyba
nigdy nie widział tak idealnej twarzy — Nawrocki nie miał nawet jednego piega,
czego Julian niesamowicie mu zazdrościł, bo on posiadał ich naprawdę wiele. I
to wszędzie: na policzkach, na nosie, na uszach, na ramionach… I, szczerze
mówiąc, niezbyt je lubił. Jego matka też była piegowata — i może to był powód
jego niechęci do tych małych kropek.
Adam
przeczesał swoje krótkie blond włosy i westchnął, po czym upił łyk kawy.
Spojrzał na Juliana i uśmiechnął się lekko, widząc, jak chłopak mu się
przygląda.
—
Muszę wyglądać koszmarnie — zaśmiał się i podparł brodę na dłoni.
—
Powiedziałbym, że wręcz przeciwnie — odpowiedział Julek nonszalancko. — Choć twoje
podkrążone oczy nieco psują mi widok.
—
Cóż — mruknął Adam, łapiąc się za nasadę nosa. — Źle sypiam ostatnio.
—
Coś o tym wiem — dodał Szymczak od siebie i wrócił do tłumaczenia krótkiego
artykułu. Nawrocki również zabrał się za robotę, bo robiło się już późno, a
jemu marzyło się ciepłe łóżko i długi sen.
Dobrze
im się tak pracowało razem. Adam nawet nie odczuwał tej różnicy wieku, jaka
między nimi była — uważał Juliana za naprawdę ciekawy okaz. Był zupełnie inny
niż jego rówieśnicy, a wiedział to, bo miał dwudziestoletniego brata, któremu w
głowie były jedynie imprezki i głupie zabawy. Znał też wielu jego kolegów,
których miał za zwykłą bandę gówniarzy.
Nie,
żeby siebie uważał za jakiegoś staruszka — w końcu dwadzieścia osiem lat to
wcale nie tak dużo. Miał jeszcze całe życie przed sobą, co często powtarzał.
Jednak ostatnimi czasy to „życie” ograniczało się jedynie do pracy, którą był
już naprawdę zmęczony.
— Co
robisz jutro? — spytał swoim spokojnym, wibrującym głosem, a Julek nie dał po
sobie poznać, że jakkolwiek go to ruszyło. W rzeczywistości jednak poczuł
dreszcz idący mu po kręgosłupie.
—
Zapewne nic ciekawego — odpowiedział zgodnie z prawdą, segregując papiery. —
Mam kilka książek do skończenia.
—
Och, moim zdaniem czytanie to zdecydowanie coś ciekawego. — Adam uśmiechnął się
i zamknął laptopa. — Co konkretnie?
—
Obecnie Wyprawę czarownic Terry’ego
Pratchetta. Dość ciężko mi przebrnąć, w połowie zrobiło się trochę nudno. —
Uniósł kącik ust do góry, bo akurat o książkach mógłby rozmawiać godzinami.
—
Serio? Hm, ja tam dobrze wspominam tę część. Choć przestałem przez nią lubić
dynie.
Julek
parsknął śmiechem i powoli wstał z krzesła.
— Co
powiedziałbyś na kawę? — zapytał Adam, odchylając się na fotelu obrotowym i
przyglądał się młodszemu mężczyźnie z zaciekawieniem.
— Że
jutro? — Nawrocki kiwnął głową. — Chętnie, o ile znasz jakieś kameralne
miejsce. Nie lubię tłoku.
—
Owszem, znam — powiedział tajemniczo. — Spodoba ci się, tak myślę.
Julian
odchrząknął, próbując ukryć zakłopotanie. Cholera, coś było nie tak z tym
facetem. Przecież znali się raptem kilka dni, a on miał wrażenie, jakby to była
wieczność. Poczuł przyjemne ciepło rozlewające się po jego ciele i stwierdził,
że nigdy wcześniej się tak dziwnie nie zachowywał. Przy Jacku nie czuł czegoś
takiego — owszem, całkiem miło spędzało mu się czas z Nogalskim (kiedy nie
gadał za dużo, nie marudził o wyjścia do klubu i nie był irytujący), ale nic
więcej. Nie czuł żadnego napięcia przed spotkaniem, nie ekscytował się jego
obecnością, nie miał tak, że chciał znać go bardziej i bardziej. Z Adamem było
inaczej — Julek naprawdę miał ochotę spędzić z nim jak najwięcej czasu i poznać
każdy szczegół jego życia.
—
Cholera, późno jest — mruknął Adam, spoglądając na zegarek na nadgarstku. Drogi
zegarek, co Julek już zdążył zaobserwować. — Odwiozę cię.
—
Nie mam dziesięciu lat, poradzę sobie — odpowiedział, zadzierając nos, na co
Nawrocki uśmiechnął się kątem ust. Lubił upór tego dzieciaka, kręciło go to
niesamowicie, ale starał się zachować dystans.
—
Nie wątpię — mruknął i złapał za swój płaszcz. — Ale jestem za ciebie
odpowiedzialny. Masz mi asystować w drodze do domu — dodał wesoło, a Julek
uniósł jedną brew i przerwał zakładanie szala.
—
Wliczysz mi to w nadgodziny? — spytał po chwili, kiedy już wyszli z biura. Adam
zaśmiał się cicho i pokręcił głową z niedowierzaniem.
—
Prawdziwy biznesmen — parsknął i już unosił rękę, chcąc dotknąć włosów Julka,
ale w ostatniej chwili powstrzymał się i poprawił torbę od laptopa na ramieniu.
Cholera, chłopak przyciągał go jak magnes i Adam miał wrażenie, że naprawdę
powoli traci rozum.
Kiedy
Julek zobaczył perłowobiałego nissana qashqaia, nie mógł się powstrzymać przed
gwizdnięciem. Strasznie podobały mu się te auta i nigdy nie przypuszczał, że
będzie mu dane się takim przejechać. Wsiadł na miejsce pasażera i rozejrzał się
po wnętrzu — podgrzewane, wygodne fotele, panoramiczny dach… Był tak zachwycony,
że nie mógł dojrzeć pełnego zadowolenia uśmiechu Adama, który przyglądał mu się
od jakiejś chwili.
—
Fajny, co? — Usłyszał Julek w końcu i odzyskał rezon. Spojrzał na Nawrockiego i
prychnął, niedbale poprawiając szal.
—
Widziałem ładniejsze, ale tak, całkiem, całkiem — odpowiedział, nie chcąc
niczego po sobie pokazywać. W końcu taki właśnie był — oschły i złośliwy,
prawda? Ale przy tym facecie…
— To
gdzie jedziemy? — spytał wesoło Adam, odpalając auto. Julek podał mu adres i
zanim ruszyli, Nawrocki włączył muzykę.
—
„Cold War Kids - Love is mystical”, znasz? — spytał Nawrocki. — Uwielbiam ich. Ten
utwór jest z początku lutego, więc całkiem nowy.
—
Pewnie, że znam — prychnął Julian. No bo faktycznie, znał. I lubił nawet,
dlatego w głębi duszy ucieszył się, że mają z Adamem aż tak podobne gusta.
Muzyka
wypełniała wnętrze Nissana, a mężczyźni całkowicie się w niej zatracili, nie
rozmawiając już do końca trasy.
Kiedy
dojechali pod zamknięte osiedle, Julek poczuł rozczarowanie, bo czuł się, jakby
przyjechali tu w kilka sekund, mimo że tak naprawdę trwało to dobre dziesięć
minut. Chciał jechać gdzieś dalej, z dobrą muzyką w tle i Adamem z boku,
milczącym i uśmiechającym się lekko. Z Adamem stukającym palcami o kierownicę,
machającym głową do rytmu, pachnącym najlepszymi perfumami…
— To
tutaj, tak? — spytał Nawrocki i zatrzymał się na rondku przed blokami, gdzie
były zaparkowane auta. — Daleko masz stąd?
—
Nie, to tamte drzwi, trafię. Jak mówiłem, nie mam dziesięciu lat — odpowiedział
i odpiął pas, ale zanim wysiadł, zawahał się.
— Co
jest? — zaciekawił się Adam, a Julek tylko wymruczał coś cicho pod nosem. —
Wiesz, jeśli chcesz, żeby cię ludzie zrozumieli, to musisz mówić głośniej —
dodał, uśmiechając się nieco złośliwie.
—
Dzięki — burknął Julian. — Do jutra.
— Do
jutra — odpowiedział Adam, a kiedy tylko chłopak wysiadł z jego auta,
uśmiechnął się szeroko i oparł głowę o kierownicę. Czuł się tak podekscytowany,
jakby znowu miał szesnaście lat i szedł na pierwszą randkę.
Długo
jednak nie mógł tak stać na środku ulicy, więc zmienił bieg i odjechał z
osiedla.
Julek
spojrzał na Jacka stojącego przed drzwiami i zdziwił się nieco, ale postanowił
nic po sobie nie pokazywać. Chłopak patrzył na niego lekko rozczarowany, jakby
smutny? Julian nie bardzo potrafił rozszyfrować jego wzrok, ale poczuł się nawet
trochę winny. Ale tylko trochę.
—
Hej — powiedział w końcu Julek. — Co tu robisz o tej porze?
—
Wychodzę — odparł Jacek. — Mówiłem przecież, że się umówiłem na picie. Co to
był za koleś? — spytał oskarżycielsko, a Szymczak westchnął i wzruszył
ramionami.
—
Mój przełożony. Odwiózł mnie.
—
Aha.
Patrzyli
tak na siebie, nie bardzo wiedząc, co dalej. Dystans między nimi powiększał się
z dnia na dzień, stawali się sobie coraz bardziej obcy i raczej nic nie mogło
tego zmienić. Już było za późno.
—
Idę, zmęczony jestem…
— Ja
też, mam tramwaj zaraz.
—
Pa.
—
Cześć.
Julek
złapał za klamkę i zawahał się. Myślał przez chwilę, że powinien Jacka chociaż
pocałować w policzek, przytulić go, zrobić cokolwiek. Tak jak robiły normalne
pary na powitanie, pożegnanie… Ale nie potrafił.
Zresztą
Nogalski już poszedł w swoją stronę, a Julian nie miał zamiaru za nim biec jak jakiś
kretyn. Szarpnął za klamkę i, poirytowany, ruszył do mieszkania.
Zaczęła
się w nim budzić cała gama uczuć, których nie rozumiał. I nawet nie chciał ich
rozumieć. Jedyne co teraz chciał, to iść spać i przestać przejmować się
bzdurami.
***
Jacek
szedł szybkim krokiem, chcąc jak najszybciej znaleźć się w ciepłym tramwaju.
Było już po dwudziestej drugiej, a pogoda nie zachęcała raczej do wyjścia z
domu — było zimno i wiało tak cholernie mocno, że Jacek miał wrażenie, że zaraz
odleci albo co najmniej się przewróci. Przytrzymał kaptur, żeby mu się nie
zsunął z głowy i miał ochotę biec, żeby jakoś rozładować całe to poirytowanie,
które go złapało, gdy zobaczył Julka wysiadającego z jakiegoś cholernie
drogiego auta. Myślał, że jest mu już wszystko jedno. Ale jednak, zakuło. Był
zazdrosny.
Jacek
wiedział, że nie jest najlepszym facetem na świecie. Nie dbał za bardzo ani o
siebie ani o nic wokół, ale cholera, przecież się troszczył. Julek zawsze
przychodził do jego domu zdenerwowany, a wychodził już trochę spokojniejszy. W
sumie Jacek nie wiedział, czy to jego zasługa, czy może jego matki, która
naprawdę Julka polubiła. Teraz
codziennie dzwoniła i wypytywała, co tam u „Julusia” i u nich ogólnie. No więc
Jacek kłamał, że wszystko w porządku, że urwanie głowy na uczelni, że Julek
znalazł pracę i takie pierdoły. A co miał niby mówić? Tak było łatwiej, póki
co.
Kiedy
stanął na przystanku i zaczął wyjmować słuchawki z torby, usłyszał rozmowę pary
stojącej obok niego.
—
Ale ty głupiutka jesteś — zaśmiał się jakiś chłopak. — Kocham cię, mała.
—
Sam jesteś! — prychnęła dziewczyna. — Ja ciebie też kocham, wredoto…
Stał
tak z zaplątanymi słuchawkami w dłoniach i wgapiał się przed siebie, a wiatr
rozrzucał jego loki jak szalony. Czemu był tak ślepy? Czemu wcześniej o tym nie
pomyślał? Julek nigdy, nigdy mu na te słowa nie odpowiedział. Nigdy nie
powiedział „kocham cię”. Tylko uśmiechał się lekko albo kiwał głową. Jacek
uzmysłowił sobie, że to wcale nie była kwestia charakteru Julka i jego
problemów z opisywaniem uczuć.
Chyba
przyszła pora, aby dorosnąć.
Ski, pisałam Ci już, że robisz naprawdę duże postępy. Jestem w szoku, jak bardzo poprawiłaś się nie tyle od Iguany (którą zresztą publikowałaś kilka lat temu), a nawet od pierwszego rozdziału „Przy tobie”. Lecisz jak burza, ale oczywiście trzymam kciuki i życzę wszystkiego co najlepsze! Zawsze mnie jakoś tak cieszyło, kiedy ludzie z sasunaru przerzucali się na autorskie. ;) Będę straszna, ale tak – uważam że autorskie o wiele bardziej rozwijają niż fanfiki, o czym Ci chyba kiedyś tam nawet wspominałam.
OdpowiedzUsuńLubię ten tekst, zdecydowanie. Z jednej strony jest taki lekki, przyjemny, a z drugiej coraz bardziej piętrzą się tu problemy, więc przyciąga. Nie potrafię jeszcze zdecydować, którą postać darzę większą sympatią, ale nie cierpię, gdy się związki rozpadają. Żal mi więc Julka i Jacka, nawet jeśli są bardzo niedobrani. Adam średnio złapał mnie za serducho, ale to nowa postać, więc coś może się zmienić. No i oczywiście miło jest spojrzeć przez chwilę na świat oczami Julka, chociaż po pierwszym rozdziale się nie zapowiadało. A bohaterowie z chwili na chwilę nam tu narastają, podoba mi się to ;). Zawsze lubiłam mnogość postaci, wtedy nigdy nie jest nudno. I zresztą - studenci, trafiasz z tematem idealnie w punkt, bo rozumiem każdą ich rozterkę, chociaż z Poznania nie jestem. Ale może niedługo się tam wreszcie spotkamy, skoro w rodzinnym mieście nie było nam po drodze.
Pisz więc, Ski, jak najwięcej, bo opowiadanie wciąga. :D I styl też masz ładny, trochę tam nadużyć „się” widziałam, ale ogół jest przyjemny i płynny. Przesyłam więc masę weny, żebyś miała siły dokończyć ten tekst. :)
<3
Dziękuję! Cóż, uczę się cały czas... Czasem coś mi wyjdzie lepiej, coś gorzej :) Iguanę mam nadzieję poprawić (muszę się w końcu za to wziąć do końca!) bo kocham tam wszystko :D
UsuńOczywiście, że autorskie rozwijają lepiej - stworzenie "nowej" postaci, jakiejś wyjątkowej osoby jest moim zdaniem dość trudne. Wymyślenie jakiejś historii, żeby nie była schematyczna - również. Trzeba dać się ponieść wyobraźni ^^
Szkoda, że Adam cię nie ruszył, mi się jawi jako całkiem sympatyczny i uroczy gość, ale cóż... :D ja go wymyśliłam a czytelnicy niestety nie siedzą w mojej głowie :D
No właśnie trochę przykro, że nigdy nie udało nam się wyjść... Ale wtedy to ja trochę gówniarz byłam ^^
Ty też pisz!! <3
Ładnie tutaj! - nie wiem kiedy zmieniłaś, ale teraz dopiero zauważyłam. xD I do tego z każdym rozdziałem jest coraz lepiej. Wciąga :)
OdpowiedzUsuńPisz, działaj, dużo weny! Pozdrawiam.
Właściwie zmieniłam tylko zdjęcie w nagłówku, ale dziękuję:) Bardzo mi się ta kolorystyka podoba.
UsuńCieszę się, też mi się wydaje że jest nieco lepiej - na pewno jest więcej opisów. Ale nadal nie jestem zadowolona, chcę pisać lepiej. :)
Dziękuję, wena się przyda zdecydowanie :D
Czytam na komórce, więc tła wcześniej nie widziałam. Wczoraj dopiero zobaczyłam komputerową wersję :D
UsuńPochłonęłam wszystkie rozdziały w jeden dzień. Wciąga jak dobra książka i mówię tutaj, a raczej piszę, prawdę.
OdpowiedzUsuńJulek mnie wkurza. Oh, jak on mnie wkurza. Nie wiem, czy na miejscu Janka nie zostawiłabym go już dawno. A Mateusz? Powiem szczerze, że już od początku pierwszego rozdziału paliła mi się czerwona lampka. I co? Idealnie! Jak dla mnie Janek został doceniony przez inną osobę na tym efektywnie, by mógł mieć wątpliwości co do Julka. Życie jest krótkie, Janek już ma swoje lata, jest na studiach... Po co marnować się w związku, który ewidentnie nie ma dla niego przyszłości? Ale po ostatnim zdaniu wnioskuję, że zrozumiał swój błąd.
Opowiadanie jest cudowne, ty piszesz cudownie i pozdrawiam ~
Ojej, bardzo dziękuje, miło mi to czytać :3 (tak się tylko lekko przyczepię: Jacek* :D)
UsuńJa tam Julka lubię jakoś, choć faktycznie najlepszym partnerem to nie był. Ale czasem tak jest, jak się tkwi w związku z kimś nieodpowiednim dla siebie "bo czemu nie", sama coś o tym wiem niestety...:)
Dziękuję, też pozdrawiam <3
Ojeju, wybacz. Korekta w telefonie za mną nie przepada i to odwzajemniona niechęć XD
UsuńHaha, wiem coś o tym XD tak jak mi "Jacka" zmienia na "Kaczka", dlatego Mati tak mówi :)
UsuńDawno tak szybko nie wyciągnęłam się w historię z bloga :D Jestem bardzo ciekawa co się stanie z ich związkiem, bo sama miałam podobne relacje ze swoim byłym - Juliuszem, więc angażuje się w tę historię osobiście i emocjonalnie ^^ Masz bardzo przystępny język i styl, dlatego będę zaglądać częściej ;) Dziękuję osóbce, ktora wrzuciał link do tego bloga na jednaą z grup na fb, a której imienia nie pamiętam - obie umiliłyście mi pierwsze ciepłe dni w tym roku <3
OdpowiedzUsuńO widzisz :)! Cieszę się, że się podoba <3 Muszę się wziąć za 6 rozdział w końcu... Ale uczelnia teraz nie rozpieszcza :<
UsuńLinka wrzuciła koleżanka, też jestem wdzięczna ^^
Dziekuje za komentarz :3