Z lekkim opóźnieniem, bo uczelnia nie pozwala mi teraz na zajęcie się tym, czym bym chciała, wrzucam 3 rozdział. :) Bardzo dziękuję wszystkim za komentarze pod rozdziałem drugim, cieszę się, że ktoś czyta i chce wyrazić swoją opinię!
Jestem również otwarta na wszelką krytykę, bo w końcu to też uczy. :)
Betowała Dream, której bardzo dziękuję za poświęcony czas. <3
Rozdział 3
Pożegnał
się z Mateuszem i wysiadł z autobusu, jednocześnie szukając w torbie telefonu,
który brzęczał od jakiejś chwili. Kiedy w końcu go znalazł, spojrzał na wyświetlacz
i ucieszył się, widząc kto dzwoni.
—
Hej, mamo! — zawołał wesoło. — Taak, tak, już po zajęciach, właśnie wracam do
domu. Z Julkiem? A nic, w porządku — skłamał i odgarnął loki z czoła. — A u
ciebie?
Jacek
kochał swoją mamę jak nikogo na świecie, bo od małego miał tylko ją. O ojcu nic
nie wiedział, poza tym, że ich porzucił i wyjechał gdzieś za granicę gdy Jacek
miał dwa lata. Często zastanawiał się nad tym, czy jego homoseksualizm wynikał
z braku „męskiej ręki” w rodzinie, ale stwierdził, że nie ma sensu o tym myśleć.
Był po prostu kim był i już dawno przestał się tym przejmować, tym bardziej, że
jego matka zaakceptowała to od razu. W końcu był jej najukochańszym synkiem.
—
Dobra, wiesz co, ja muszę kończyć, bo już jestem w klatce — powiedział, wchodząc
do bloku. — No pa, też cię kocham!
Wrzucił
telefon do torby i otworzył drzwi do mieszkania. Do jego nozdrzy dotarł
przyjemny zapach przypraw i smażonego mięsa.
Rozebrał
się szybko i wszedł do pokoju, a to, co zobaczył, wywołało na jego twarzy
szczery, szeroki uśmiech.
—
Mamy jakieś święto? — zapytał podejrzliwie, przyglądając się Julianowi, który
stawiał talerze ze smacznie wyglądającym spaghetti na stół.
—
Hm, powiedzmy — odpowiedział Julek i podszedł do Jacka. — Przepraszam za
wczoraj. I za wcześniej. Wiem, że jestem wrednym i nieczułym dupkiem — westchnął
i przytulił partnera do swojej klatki piersiowej, wywołując u niego niemałe
zdziwienie. — Ale taki właśnie jestem. Ostrzegałem cię — dodał, uśmiechając się
lekko.
Jacek
zadarł głowę do góry i nie bardzo wiedział co powiedzieć. Spodziewał się raczej
tego, że wróci do domu i albo Juliana jeszcze nie będzie, albo po prostu
partner go oleje na rzecz „ważniejszych” spraw. Spodziewał się w sumie samych
najgorszych scenariuszy, dlatego bardzo miło się zaskoczył, bo nie dość, że
Julek zrobił jego ulubione danie, to jeszcze go przytulił i przeprosił!
—
Halo, ziemia do Jacka — mruknął Julian, pstrykając Nogalskiemu przed oczami. —
Coś nie tak?
Jacek
nic nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się szeroko, a chwilę później już
obejmował szyję swojego chłopaka i mocno go całował w ramach wdzięczności.
Julian
po pewnym czasie próbował odsunąć od siebie Jacka, mówiąc, że obiad zaraz
wystygnie i że chciałby porozmawiać. Ten niechętnie go puścił, ale burczenie w
brzuchu zdecydowanie przeszkadzało mu w myśleniu, więc zgodził się i szybko
usiadł przy stole. Od razu zabrał się za pyszny makaron z sosem i mielonym mięsem,
pakując sobie dużą ilość jedzenia do ust. Nie było to nie wiadomo jak wykwintne
czy trudne do zrobienia danie, ale Jacek strasznie je lubił.
—
Znalazłem pracę — powiedział Julian, nabijając kawałek makaronu na widelec.
Jacek spojrzał na niego i wyglądał, jakby chciał coś z siebie wydusić, ale mężczyzna
przerwał mu. —Najpierw przegryź, potem mów.
Kiedy
Jacek w końcu przełknął wszystko co miał w buzi, spojrzał na Julka z
zaciekawieniem.
—
Serio? Nic nie mówiłeś, że w ogóle szukasz… Kiedy byłeś na rozmowie?
—
Parę dni temu — odpowiedział Julian leniwie, wkładając sobie makaron do ust.
Jacek skupił się na jego ruchach i poczuł ucisk w brzuchu. Cholera, jaki on był
seksowny. Wszystko wykonywał z taką gracją, powoli, dokładnie… — Nie chciałem
zapeszać.
Jacek
oblizał usta i spojrzał na partnera z narastającym pożądaniem. Tak dawno nie
byli w łóżku, że powoli zaczynał tracić rozum i jedyne co chciał zrobić, to
rzucić się na Juliana i rozerwać jego przylegającą do ciała koszulkę, całować
go po policzkach pokrytych piegami, przycisnąć swojego penisa do jego krocza…
—
Zamiast pożerać mnie wzrokiem, może zająłbyś się obiadem, który dla ciebie
zrobiłem? Wiesz, zerwałem się wcześniej z uczelni — odpowiedział Julian, unosząc
kącik ust do góry, co na Jacka zadziałało momentalnie.
—
W dupie z tym obiadem — wychrypiał Jacek i usiadł na mężczyźnie okrakiem, złapał
go za włosy i przyciągnął do namiętnego pocałunku. Chciał go już, teraz, jak
najszybciej, ale Julian musiał się z nim droczyć i wszystko spowalniać.
Przeniósł
usta na bladą, długą szyję Julka i przyssał się do niej. Z ust mężczyzny wydobyło
się ciche, satysfakcjonujące Jacka westchnięcie, którego tak dawno już nie słyszał.
Zaczął masować erekcję partnera przez spodnie, na co Julian wstał z krzesła, oplótł
nogi Jacka wokół swoich bioder i chwilę później wylądowali już na łóżku, nie
odrywając od siebie ust.
—
Chyba telefon ci brzęczy — powiedział Julian, rozpinając Jackowi rozporek, a
ten wzruszył tylko ramionami i wsunął dłoń w krótkie włosy chłopaka.
—
Nie zmieniaj tematu — zażartował Jacek, ciągnąc brązowe kosmyki. — Cholera,
rozbierzesz mnie kiedyś? — jęknął, patrząc jak Julian całuje go po brzuchu.
—
Twoje zniecierpliwienie niesamowicie mnie bawi — wychrypiał. — Ale skoro
nalegasz… — dodał i zdjął chłopakowi bokserki, a kiedy polizał główkę twardego
członka, Jacek odchylił głowę do tyłu i już nic innego go nie obchodziło.
A
telefon brzęczał w najlepsze.
***
—
Nie sprawdzisz kto dzwonił? Może coś ważnego, skoro tyle razy…
—
No dobra — mruknął Jacek, niechętnie wychodząc z objęć chłopaka. Brakowało mu
tego ciepła i takich głupich, zwykłych czułości, że naprawdę nie chciał ich
przerywać. Ale Julian miał rację, może dzwoniła mama i coś się stało?
Na
tę myśl Jacek czym prędzej wstał i sięgnął po telefon. Spojrzał na wyświetlacz
i zmarszczył brwi, po czym wrócił na łóżko i wybrał numer.
—
To Mati — powiedział, widząc pytającą minę Julka.
—
Ach, ten pajac — prychnął. — Dalej się z nim trzymasz? Przecież cię olał.
—
To było dobre kilka miesięcy temu, wiesz? Jesteś pewny że ty mnie w ogóle
czasem słuchasz? — burknął, a Julian wzruszył ramionami. W końcu Jacek usłyszał
po drugiej stronie słuchawki głos kumpla.
—
No w końcu, Placek! Coś ty, umarł?
—
Skoro z tobą gadam, to chyba nie — zaśmiał się Nogalski i uniósł brwi do góry,
widząc podstępny uśmiech u swojego partnera. — Co tam?
—
A tak chciałem cię gdzieś zabrać, piwo
czy coś… No ale już teraz to mi się nie chce dupy ruszać…
—
Mhm — mruknął Jacek i próbował odsunąć rękę Julka od swojego krocza. — Wiesz,
byłem nieco… zajęty…
—
Spoko, czaję… Może jakoś w piątek, co?
—
Jasne! Cholera, Julek, przestań — rzucił ze śmiechem, kiedy mężczyzna zaczął go
łaskotać. — Sorry Mati, noo, może być piątek!
Przez
chwilę po drugiej stronie słuchawki panowała cisza, po czym z ust Mateusza
wydobyło się dość oschłe:
—
Ach, spoko. W sumie to nie wiem czy
jednak będę mógł. Na razie.
Jacek
chciał coś powiedzieć, ale usłyszał piknięcie — znak, że połączenie zostało
zakończone. Poczuł ucisk w brzuchu i zrobiło mu się nieco głupio, choć sam do
końca nie wiedział dlaczego. Nie cierpiał takiego tonu głosu Mateusza. No i co
za bezsens, najpierw go zaprasza, a potem nagle mówi, że jednak nie?
—
Idziemy pod prysznic? — zapytał, przytulając się do partnera.
—
Możemy. A co ci się tak nagle humor zmienił? — mruknął Julek, wstając z łóżka i
sięgnął po czyste bokserki.
Jacek
tylko wzruszył ramionami i poszedł do łazienki, a Julian już nie kontynuował
tematu, tylko ruszył za nim.
***
Jacek
nie bardzo rozumiał co siedziało w głowie planistki, która zawaliła im wtorek
zajęciami od ósmej do osiemnastej, ale domyślał się, że pewnie niewiele. Nie
miał pojęcia jak on to wytrzyma, bo nie miał czasu zrobić sobie nic do
jedzenia, a bufet na jego wydziale był dość biedny. Jedyne co mógł tam kupić to
zapiekanki, o których sprzedawczyni zawsze zapominała i dostawało się zwęglone
od spodu, albo makaron z sosem z mikrofali. To już wolał chyba batonika z
automatu.
Zerkał
nerwowo to na zegarek, to na ulicę, bo jego autobus się spóźniał. To było w
Poznaniu dość częste zjawisko — autobusy i tramwaje często przyjeżdżały sporo
po czasie albo nie pojawiały się w ogóle. Drugi wariant był dużo gorszy, bo
czekało się te dwadzieścia minut z nadzieją, że może za chwilę się pojawi, a tu
nic. I trzeba było biec na uczelnię, co raz się Jackowi zdarzyło. Spóźnił się
wtedy na kolokwium z matematyki, ale na szczęście prowadzący go lubił, więc
pozwolił mu je napisać.
Kiedy
ujrzał dziewięćdziesiątkę ósemkę w oddali, ucieszył się i przygotował
legitymację, co by nie grzebać w torbie, kiedy już wejdzie do autobusu. Jego
radość wyparowała, gdy pojazd podjechał na przystanek — był cały zawalony ludźmi.
Jacek
wcisnął się jakoś do środka i przyłożył legitymację do czytnika. Nawet nie
próbował rozglądać się za Mateuszem, bo na pewno by go nie dojrzał w tym tłumie.
Stał
ściśnięty między jakimś grubym, starszym panem a wysoką kobietą i próbował się
czegoś złapać, kiedy autobus ruszył. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że czekają
go jedne z najcięższych czterech minut w życiu.
Najgorsze
chyba było to, że z każdym kolejnym przystankiem przybywało pasażerów, przez co
Jacek coraz bardziej oddalał się od drzwi. Zastanawiał się, czy on w ogóle zdąży
wysiąść, kiedy będzie musiał — poznaniacy nie bardzo lubili przeciskających się
ludzi, a przynajmniej takie odniósł wrażenie przez te kilka miesięcy.
Kiedy
dojeżdżał do swojego przystanku docelowego, zaczął mówić „przepraszam”, by dojść
do czytnika i drzwi. Na początku jakoś mu się udało, ale gdy nacisnął już guzik
otwarcia drzwi, kilka dziewczyn stojących w przejściu nawet się nie ruszyło.
—
Przepraszam, chciałbym wyjść — powiedział, ale nie zobaczył żadnej reakcji,
dlatego postanowił po prostu przepchać się jak taran. Usłyszał pełne
zirytowania „ała!”, ale nie przejął się, bo w końcu udało mu się wyskoczyć z
autobusu. Nie miał czasu na jakieś idiotki, które nie potrafiły wyjść z pojazdu
jak normalny człowiek, żeby kogoś wypuścić, a potem wrócić z powrotem.
Takie
błahostki strasznie podnosiły mu ciśnienie. A jeszcze bardziej zirytował się,
patrząc na godzinę — zostało mu tylko kilka minut, a prowadzący od fizyki
zdecydowanie nie lubił spóźnialskich.
Jego
rozmyślania nad wszystkimi rzeczami, które są denerwujące, przerwało szturchnięcie
w ramię. Zdjął słuchawki i spojrzał w bok, po czym uśmiechnął się.
—
Mati! — zawołał.
—
Hej — powiedział Mateusz i odchrząknął, spoglądając przed siebie. — Widziałem
cię na przystanku, ale nie miałem jak się dopchać na koniec.
—
Spoko! — Jacek zwinął słuchawki i schował je do torby. — W ogóle, o co ci
wczoraj chodziło? Najpierw chcesz iść w piątek gdzieś, a potem nagle nie?
Mateusz
odwrócił głowę i milczał przez chwilę, po czym spojrzał na przyjaciela i uśmiechnął
się lekko.
—
Nie, to nic. Możemy gdzieś iść.
—
Super, dawno nigdzie nie byliśmy — odpowiedział Jacek. — A Julek teraz znalazł
pracę to pewnie i tak nie będzie miał czasu…
—
Taa, Julek — burknął Mateusz, poprawiając plecak.
Jacek
spojrzał na niego i westchnął, wyczuwając nagłą zmianę atmosfery.
—
Słuchaj — zaczął, odgarniając loki z czoła. — Jeśli nie chcesz słuchać o moim
pedalskim związku, to po prostu powiedz. Przymknę się i postaram nic nie mówić
na ten temat, ale uwierz mi, że nieco ciężko, bo ja z Julkiem, cholera,
mieszkam. I z nim żyję, w związku. Czuję się jak normalny człowiek. Ale jeśli
ci to przeszkadza, to może nie wiem, nie trzymaj się ze mną — dodał już ciszej,
wkładając ręce do kieszeni.
Mateusz
przystanął i spojrzał na niego z uniesionymi brwiami.
A
po chwili zaczął się po prostu śmiać.
—
Co? — warknął Jacek, a Mati zaczął czochrać jego blond loki.
—
Więc ty myślisz… — mruknął, kręcąc głową. — Ech, Kaczek, głuptasie.
—
Że co?
—
Nic. Nie przeszkadza mi wasz związek — powiedział i ruszył dalej w stronę
uczelni. — Przynajmniej nie w tym sensie — dodał już pod nosem.
Jacek
podbiegł do Mateusza i zaczął zasypywać go pytaniami, bo już kompletnie nie
rozumiał o co chodzi temu człowiekowi.
Poddał
się, widząc, że kumpel ciągle się tylko głupio uśmiecha i wcale nie zamierza
odpowiadać.
No
trudno, pomyślał Nogalski. Przynajmniej znowu było między nimi w porządku.
Hahaha a więc jednak. Trochę się dziwię, że "Kaczek" się nie domyślił. Lubię wszystkich bohaterów, więc obojętnie co z tym zrobisz będzie mi smutno... xD
OdpowiedzUsuńNo nic, czekam na next. :)
Weny!
Na razie nie komentuję, styl mi odpowiada, czekam co będzie dalej. Po prostu obserwuję.
OdpowiedzUsuńJasne, dziękuję! :)
UsuńBiedny Mati ... a już był w ogródku i witał się z gąską...
OdpowiedzUsuńNo tak bywa w życiu niestety :<
Usuń