sobota, 11 marca 2017

"Przy tobie" Rozdział 3

               Z lekkim opóźnieniem, bo uczelnia nie pozwala mi teraz na zajęcie się tym, czym bym chciała, wrzucam 3 rozdział. :) Bardzo dziękuję wszystkim za komentarze pod rozdziałem drugim, cieszę się, że ktoś czyta i chce wyrazić swoją opinię!
               Jestem również otwarta na wszelką krytykę, bo w końcu to też uczy. :)
               Betowała Dream, której bardzo dziękuję za poświęcony czas. <3 


Rozdział 3

                Pożegnał się z Mateuszem i wysiadł z autobusu, jednocześnie szukając w torbie telefonu, który brzęczał od jakiejś chwili. Kiedy w końcu go znalazł, spojrzał na wyświetlacz i ucieszył się, widząc kto dzwoni.
                — Hej, mamo! — zawołał wesoło. — Taak, tak, już po zajęciach, właśnie wracam do domu. Z Julkiem? A nic, w porządku — skłamał i odgarnął loki z czoła. — A u ciebie?
                Jacek kochał swoją mamę jak nikogo na świecie, bo od małego miał tylko ją. O ojcu nic nie wiedział, poza tym, że ich porzucił i wyjechał gdzieś za granicę gdy Jacek miał dwa lata. Często zastanawiał się nad tym, czy jego homoseksualizm wynikał z braku „męskiej ręki” w rodzinie, ale stwierdził, że nie ma sensu o tym myśleć. Był po prostu kim był i już dawno przestał się tym przejmować, tym bardziej, że jego matka zaakceptowała to od razu. W końcu był jej najukochańszym synkiem.
                — Dobra, wiesz co, ja muszę kończyć, bo już jestem w klatce — powiedział, wchodząc do bloku. — No pa, też cię kocham!
                Wrzucił telefon do torby i otworzył drzwi do mieszkania. Do jego nozdrzy dotarł przyjemny zapach przypraw i smażonego mięsa.
                Rozebrał się szybko i wszedł do pokoju, a to, co zobaczył, wywołało na jego twarzy szczery, szeroki uśmiech.
                — Mamy jakieś święto? — zapytał podejrzliwie, przyglądając się Julianowi, który stawiał talerze ze smacznie wyglądającym spaghetti na stół.
                — Hm, powiedzmy — odpowiedział Julek i podszedł do Jacka. — Przepraszam za wczoraj. I za wcześniej. Wiem, że jestem wrednym i nieczułym dupkiem — westchnął i przytulił partnera do swojej klatki piersiowej, wywołując u niego niemałe zdziwienie. — Ale taki właśnie jestem. Ostrzegałem cię — dodał, uśmiechając się lekko.
                Jacek zadarł głowę do góry i nie bardzo wiedział co powiedzieć. Spodziewał się raczej tego, że wróci do domu i albo Juliana jeszcze nie będzie, albo po prostu partner go oleje na rzecz „ważniejszych” spraw. Spodziewał się w sumie samych najgorszych scenariuszy, dlatego bardzo miło się zaskoczył, bo nie dość, że Julek zrobił jego ulubione danie, to jeszcze go przytulił i przeprosił!
                — Halo, ziemia do Jacka — mruknął Julian, pstrykając Nogalskiemu przed oczami. — Coś nie tak?
                Jacek nic nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się szeroko, a chwilę później już obejmował szyję swojego chłopaka i mocno go całował w ramach wdzięczności.
                Julian po pewnym czasie próbował odsunąć od siebie Jacka, mówiąc, że obiad zaraz wystygnie i że chciałby porozmawiać. Ten niechętnie go puścił, ale burczenie w brzuchu zdecydowanie przeszkadzało mu w myśleniu, więc zgodził się i szybko usiadł przy stole. Od razu zabrał się za pyszny makaron z sosem i mielonym mięsem, pakując sobie dużą ilość jedzenia do ust. Nie było to nie wiadomo jak wykwintne czy trudne do zrobienia danie, ale Jacek strasznie je lubił.
                — Znalazłem pracę — powiedział Julian, nabijając kawałek makaronu na widelec. Jacek spojrzał na niego i wyglądał, jakby chciał coś z siebie wydusić, ale mężczyzna przerwał mu. —Najpierw przegryź, potem mów.
                Kiedy Jacek w końcu przełknął wszystko co miał w buzi, spojrzał na Julka z zaciekawieniem.
                — Serio? Nic nie mówiłeś, że w ogóle szukasz… Kiedy byłeś na rozmowie?
                — Parę dni temu — odpowiedział Julian leniwie, wkładając sobie makaron do ust. Jacek skupił się na jego ruchach i poczuł ucisk w brzuchu. Cholera, jaki on był seksowny. Wszystko wykonywał z taką gracją, powoli, dokładnie… — Nie chciałem zapeszać.
                Jacek oblizał usta i spojrzał na partnera z narastającym pożądaniem. Tak dawno nie byli w łóżku, że powoli zaczynał tracić rozum i jedyne co chciał zrobić, to rzucić się na Juliana i rozerwać jego przylegającą do ciała koszulkę, całować go po policzkach pokrytych piegami, przycisnąć swojego penisa do jego krocza…
                — Zamiast pożerać mnie wzrokiem, może zająłbyś się obiadem, który dla ciebie zrobiłem? Wiesz, zerwałem się wcześniej z uczelni — odpowiedział Julian, unosząc kącik ust do góry, co na Jacka zadziałało momentalnie.
                — W dupie z tym obiadem — wychrypiał Jacek i usiadł na mężczyźnie okrakiem, złapał go za włosy i przyciągnął do namiętnego pocałunku. Chciał go już, teraz, jak najszybciej, ale Julian musiał się z nim droczyć i wszystko spowalniać. 
                Przeniósł usta na bladą, długą szyję Julka i przyssał się do niej. Z ust mężczyzny wydobyło się ciche, satysfakcjonujące Jacka westchnięcie, którego tak dawno już nie słyszał. Zaczął masować erekcję partnera przez spodnie, na co Julian wstał z krzesła, oplótł nogi Jacka wokół swoich bioder i chwilę później wylądowali już na łóżku, nie odrywając od siebie ust.
                — Chyba telefon ci brzęczy — powiedział Julian, rozpinając Jackowi rozporek, a ten wzruszył tylko ramionami i wsunął dłoń w krótkie włosy chłopaka.
                — Nie zmieniaj tematu — zażartował Jacek, ciągnąc brązowe kosmyki. — Cholera, rozbierzesz mnie kiedyś? — jęknął, patrząc jak Julian całuje go po brzuchu.
                — Twoje zniecierpliwienie niesamowicie mnie bawi — wychrypiał. — Ale skoro nalegasz… — dodał i zdjął chłopakowi bokserki, a kiedy polizał główkę twardego członka, Jacek odchylił głowę do tyłu i już nic innego go nie obchodziło.
                A telefon brzęczał w najlepsze.

***

                — Nie sprawdzisz kto dzwonił? Może coś ważnego, skoro tyle razy…
                — No dobra — mruknął Jacek, niechętnie wychodząc z objęć chłopaka. Brakowało mu tego ciepła i takich głupich, zwykłych czułości, że naprawdę nie chciał ich przerywać. Ale Julian miał rację, może dzwoniła mama i coś się stało?
                Na tę myśl Jacek czym prędzej wstał i sięgnął po telefon. Spojrzał na wyświetlacz i zmarszczył brwi, po czym wrócił na łóżko i wybrał numer.
                — To Mati — powiedział, widząc pytającą minę Julka.
                — Ach, ten pajac — prychnął. — Dalej się z nim trzymasz? Przecież cię olał.
                — To było dobre kilka miesięcy temu, wiesz? Jesteś pewny że ty mnie w ogóle czasem słuchasz? — burknął, a Julian wzruszył ramionami. W końcu Jacek usłyszał po drugiej stronie słuchawki głos kumpla.
                — No w końcu, Placek! Coś ty, umarł?
                — Skoro z tobą gadam, to chyba nie — zaśmiał się Nogalski i uniósł brwi do góry, widząc podstępny uśmiech u swojego partnera. — Co tam?
                — A tak chciałem cię gdzieś zabrać, piwo czy coś… No ale już teraz to mi się nie chce dupy ruszać…
                — Mhm — mruknął Jacek i próbował odsunąć rękę Julka od swojego krocza. — Wiesz, byłem nieco… zajęty…
                — Spoko, czaję… Może jakoś w piątek, co?
                — Jasne! Cholera, Julek, przestań — rzucił ze śmiechem, kiedy mężczyzna zaczął go łaskotać. — Sorry Mati, noo, może być piątek!
                Przez chwilę po drugiej stronie słuchawki panowała cisza, po czym z ust Mateusza wydobyło się dość oschłe:
                — Ach, spoko. W sumie to nie wiem czy jednak będę mógł. Na razie.
                Jacek chciał coś powiedzieć, ale usłyszał piknięcie — znak, że połączenie zostało zakończone. Poczuł ucisk w brzuchu i zrobiło mu się nieco głupio, choć sam do końca nie wiedział dlaczego. Nie cierpiał takiego tonu głosu Mateusza. No i co za bezsens, najpierw go zaprasza, a potem nagle mówi, że jednak nie?
                — Idziemy pod prysznic? — zapytał, przytulając się do partnera.
                — Możemy. A co ci się tak nagle humor zmienił? — mruknął Julek, wstając z łóżka i sięgnął po czyste bokserki.
                Jacek tylko wzruszył ramionami i poszedł do łazienki, a Julian już nie kontynuował tematu, tylko ruszył za nim.

***

                Jacek nie bardzo rozumiał co siedziało w głowie planistki, która zawaliła im wtorek zajęciami od ósmej do osiemnastej, ale domyślał się, że pewnie niewiele. Nie miał pojęcia jak on to wytrzyma, bo nie miał czasu zrobić sobie nic do jedzenia, a bufet na jego wydziale był dość biedny. Jedyne co mógł tam kupić to zapiekanki, o których sprzedawczyni zawsze zapominała i dostawało się zwęglone od spodu, albo makaron z sosem z mikrofali. To już wolał chyba batonika z automatu.
                Zerkał nerwowo to na zegarek, to na ulicę, bo jego autobus się spóźniał. To było w Poznaniu dość częste zjawisko — autobusy i tramwaje często przyjeżdżały sporo po czasie albo nie pojawiały się w ogóle. Drugi wariant był dużo gorszy, bo czekało się te dwadzieścia minut z nadzieją, że może za chwilę się pojawi, a tu nic. I trzeba było biec na uczelnię, co raz się Jackowi zdarzyło. Spóźnił się wtedy na kolokwium z matematyki, ale na szczęście prowadzący go lubił, więc pozwolił mu je napisać.
                Kiedy ujrzał dziewięćdziesiątkę ósemkę w oddali, ucieszył się i przygotował legitymację, co by nie grzebać w torbie, kiedy już wejdzie do autobusu. Jego radość wyparowała, gdy pojazd podjechał na przystanek — był cały zawalony ludźmi.
                Jacek wcisnął się jakoś do środka i przyłożył legitymację do czytnika. Nawet nie próbował rozglądać się za Mateuszem, bo na pewno by go nie dojrzał w tym tłumie.
                Stał ściśnięty między jakimś grubym, starszym panem a wysoką kobietą i próbował się czegoś złapać, kiedy autobus ruszył. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że czekają go jedne z najcięższych czterech minut w życiu.
                Najgorsze chyba było to, że z każdym kolejnym przystankiem przybywało pasażerów, przez co Jacek coraz bardziej oddalał się od drzwi. Zastanawiał się, czy on w ogóle zdąży wysiąść, kiedy będzie musiał — poznaniacy nie bardzo lubili przeciskających się ludzi, a przynajmniej takie odniósł wrażenie przez te kilka miesięcy.
                Kiedy dojeżdżał do swojego przystanku docelowego, zaczął mówić „przepraszam”, by dojść do czytnika i drzwi. Na początku jakoś mu się udało, ale gdy nacisnął już guzik otwarcia drzwi, kilka dziewczyn stojących w przejściu nawet się nie ruszyło. 
                — Przepraszam, chciałbym wyjść — powiedział, ale nie zobaczył żadnej reakcji, dlatego postanowił po prostu przepchać się jak taran. Usłyszał pełne zirytowania „ała!”, ale nie przejął się, bo w końcu udało mu się wyskoczyć z autobusu. Nie miał czasu na jakieś idiotki, które nie potrafiły wyjść z pojazdu jak normalny człowiek, żeby kogoś wypuścić, a potem wrócić z powrotem.
                Takie błahostki strasznie podnosiły mu ciśnienie. A jeszcze bardziej zirytował się, patrząc na godzinę — zostało mu tylko kilka minut, a prowadzący od fizyki zdecydowanie nie lubił spóźnialskich.
                Jego rozmyślania nad wszystkimi rzeczami, które są denerwujące, przerwało szturchnięcie w ramię. Zdjął słuchawki i spojrzał w bok, po czym uśmiechnął się.
                — Mati! — zawołał.
                — Hej — powiedział Mateusz i odchrząknął, spoglądając przed siebie. — Widziałem cię na przystanku, ale nie miałem jak się dopchać na koniec.
                — Spoko! — Jacek zwinął słuchawki i schował je do torby. — W ogóle, o co ci wczoraj chodziło? Najpierw chcesz iść w piątek gdzieś, a potem nagle nie?
                Mateusz odwrócił głowę i milczał przez chwilę, po czym spojrzał na przyjaciela i uśmiechnął się lekko.
                — Nie, to nic. Możemy gdzieś iść.
                — Super, dawno nigdzie nie byliśmy — odpowiedział Jacek. — A Julek teraz znalazł pracę to pewnie i tak nie będzie miał czasu…
                — Taa, Julek — burknął Mateusz, poprawiając plecak.
                Jacek spojrzał na niego i westchnął, wyczuwając nagłą zmianę atmosfery.
                — Słuchaj — zaczął, odgarniając loki z czoła. — Jeśli nie chcesz słuchać o moim pedalskim związku, to po prostu powiedz. Przymknę się i postaram nic nie mówić na ten temat, ale uwierz mi, że nieco ciężko, bo ja z Julkiem, cholera, mieszkam. I z nim żyję, w związku. Czuję się jak normalny człowiek. Ale jeśli ci to przeszkadza, to może nie wiem, nie trzymaj się ze mną — dodał już ciszej, wkładając ręce do kieszeni.
                Mateusz przystanął i spojrzał na niego z uniesionymi brwiami.
                A po chwili zaczął się po prostu śmiać.
                — Co? — warknął Jacek, a Mati zaczął czochrać jego blond loki.
                — Więc ty myślisz… — mruknął, kręcąc głową. — Ech, Kaczek, głuptasie.
                — Że co?
                — Nic. Nie przeszkadza mi wasz związek — powiedział i ruszył dalej w stronę uczelni. — Przynajmniej nie w tym sensie — dodał już pod nosem.
                Jacek podbiegł do Mateusza i zaczął zasypywać go pytaniami, bo już kompletnie nie rozumiał o co chodzi temu człowiekowi.
                Poddał się, widząc, że kumpel ciągle się tylko głupio uśmiecha i wcale nie zamierza odpowiadać.
                No trudno, pomyślał Nogalski. Przynajmniej znowu było między nimi w porządku.



5 komentarzy:

  1. Hahaha a więc jednak. Trochę się dziwię, że "Kaczek" się nie domyślił. Lubię wszystkich bohaterów, więc obojętnie co z tym zrobisz będzie mi smutno... xD
    No nic, czekam na next. :)
    Weny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Na razie nie komentuję, styl mi odpowiada, czekam co będzie dalej. Po prostu obserwuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedny Mati ... a już był w ogródku i witał się z gąską...

    OdpowiedzUsuń